piątek, 30 czerwca 2017

ROZDZIAŁ 21

Wylądowali przed wyraźnie zaniedbanym, starym domostwem. Zdziwiona Hermiona rozejrzała się po mugolskim osiedlu i skierowała na Snape'a pytające spojrzenie.
- Witam na Spinner's End. Jesteśmy przed moim rodzinnym domem – po czym zaczął lewitować wciąż spetryfikowaną Veronicę do domu.
Kiedy już całą trójką znaleźli się w salonie, Snape zaczął ponownie tego dnia wymachiwać różdżką, mrucząc zaklęcia ochronne. Następnie zdjął zaklęcie paraliżujące z dziewczyny, która w mgnieniu oka stanęła na równe nogi i w panice zaczęła grzebać w kieszeniach.
- Tego szukasz? - zagaił Snape, trzymając w dłoni jasnobrązową różdżkę.
- Oddaj mi to! - wrzasnęła Veronica, patrząc ze strachem na mężczyznę.
- Oddam, ale najpierw musimy porozmawiać. Tak jak mówiłem nie chcemy zrobić ci krzywdy. Jeżeli będziesz grzeczna wszystkiego się dowiesz.
Dziewczyna przez chwilę patrzyła na niego, jak gdyby oceniając jego prawdomówność, po czym niepewnie usiadła na wysłużonej kanapie. Snape zajął miejsce w stojącym naprzeciwko równie wiekowym fotelu, a Hermiona niewiele myśląc zdecydowała się przysiąść obok niego na oparciu, na co mężczyzna się lekko wzdrygnął. Szybko jednak przeniósł uwagę na ich gościa.
- Dobrze, więc jeszcze dla formalności – nazywasz się Veronica Smith, a twoja matka to Julia Riddle-Smith?
- Zgadza się – przytaknęła niepewnie dziewczyna. - A wy kim jesteście?
- W tej chwili to nie jest istotne. Co wiesz na temat osoby podającej się za Lorda Voldemorta?
- Cóż...  uczyliśmy się o nim na historii magii, wiem też że kilka lat temu znów powrócił do sił, ale został pokonany przez Harry'ego Potter'a  – wzruszyła ramionami. - W dalszym ciągu nie rozumiem czego ode mnie chcecie.
- Wydajesz się być inteligentną dziewczyną więc powiem prosto z mostu: Voldemort, a raczej Tom Riddle, był przyrodnim bratem twojej matki. I właśnie z tego powodu grozi ci wielkie niebezpieczeństwo.
Veronica wytrzeszczyła oczy i najwyraźniej zabrakło jej słów. 
- Ale jak to? Z tego co wiem moja mama nie miała rodzeństwa, a przynajmniej tak mówili moi przybrani rodzice.
Hermiona postanowiła włączyć się do rozmowy.
- O ile nam wiadomo nie mogła wiedzieć że ma przyrodniego brata. Twój dziadek skrzętnie ukrywał swój poprzedni związek.
Veronica zamyśliła się.
- Ale chwileczkę... przecież ten cały Voldemort nie żyje, tak? Co więc może mi grozić?
- Dawni poplecznicy Voldemorta dotarli do starożytnych zaklęć które mogą przywracać do życia, ale tylko pod warunkiem że będą mieli do dyspozycji kogoś z rodziny danej osoby – rzekła Hermiona, zerkając na Snape'a niepewnie.
- Przecież jestem jego daleką rodziną! Moja matka była tylko jego przyrodnią siostrą! - krzyknęła Veronica.
- Czy ty nie rozumiesz, głupia dziewucho, że to oznacza że będą chcieli cię zabić?! Starożytna magia w większości przypadków polega właśnie na tym, a Śmierciożercy nie są ludźmi którzy przebierają w środkach – skrzywił się lekko.
- Nie obrażaj mnie, ty, ty... - wrzasnęła Veronica wstając na równe nogi i patrząc na Snape'a wyzywająco. Severus prychnął śmiechem.
- I co mi zrobisz bez tego patyczka? - parsknął, obserwując wściekłą dziewczynę zajmującą na powrót swoje miejsce. 
- Dobrze, powiedzmy że wam wierzę – odrzekła Veronica. - Co więc możecie mi zaproponować?
- Ukryjemy cię w bezpiecznym miejscu – powiedziała Hermiona. 
- Nie sądzę aby to było konieczne. Potrafię o siebie zadbać, już wykiwałam kilku tych waszych, jak im tam, Śmierciożerców. W pubie ostatnio kręciło się paru podejrzanych typów, ale żaden mnie nie odnalazł.
- Eliksir wielosokowy, świetny pomysł. Szkoda tylko że dzięki legilimencji rozgryzłem cię w kilka minut – warknął Snape.
- Grzebałeś w mojej głowie! Jak śmiesz! 
- Po pierwsze, nie przypominam sobie żebyśmy byli po imieniu. A po drugie, gdybyś była wystarczająco sprytna to przewidziałabyś że niektórzy czarodzieje są do tego zdolni. Idziesz z nami, i koniec dyskusji – dziewczyna chciała jeszcze coś odpowiedzieć ale rzucił na nią zaklęcie wyciszające, po czym kontynuował. - A teraz idź się prześpij. Pierwsze drzwi na prawo na piętrze.
Widząc że dziewczyna nie ma zamiaru się ruszyć, sam złapał ją za rękę i zaciągnął na piętro.
- Nawet nie próbuj kombinować, rzuciłem na ten dom wszystkie istniejące zaklęcia ochronne więc nie masz szans ich złamać! – krzyknął na odchodnym, zatrzaskując za nią drzwi. Usłyszeli jeszcze jak w sypialni przewraca jakiś przedmiot, po czym zaległa cisza.
Hermiona wstała i spojrzała z wyrzutem na mężczyznę.
- Mógł pan być bardziej subtelny! - wyrzuciła z siebie.
- Czyżby? Może miałem ją przytulić i pogłaskać po główce? - warknął, podnosząc się z miejsca i mierząc ją wzrokiem.
- Wystarczyłoby być trochę bardziej uprzejmym.
- Nie mam czasu na takie brednie.
- Uprzejmość to podstawowa cecha w normalnych relacjach międzyludzkich, profesorze.
- Aha, rozumiem – odparł, stając tuż przed nią. - Czyli Śmierciożerców pokonasz uprzejmością? Ciekawa taktyka. A w kwestii tej dziewuchy nie było innej opcji. Po dobroci nigdy by z nami nie poszła.
- A może jej pan nie docenia? - Hermiona cofnęła się o krok, lecz napotkała przeszkodę w postaci stolika kawowego. Upadając zdążyła jeszcze zarejestrować zaskoczenie na twarzy Snape'a, a w następnej chwili już leżała na podłodze. Z zawstydzeniem zauważyła że mężczyzna wprost zanosi się od śmiechu.
- Ciebie też nie doceniłem, Granger – wykrztusił, podając jej rękę i pomagając wstać. - Myślałem że jesteś mniej fajtłapowata niż Longbottom. Ale widocznie Gryfoni tak już mają – powiedział, wciąż ją trzymając i patrząc na nią z rozbawionym wyrazem twarzy. Ten widok był tak nietypowy że Hermiona nie była w stanie odgryźć się w jakikolwiek sposób. Zamiast tego skupiła się na głębi jego czarnych oczu, w których igrały rzadko u niego spotykane iskierki rozbawienia. Musiała również przyznać sama przed sobą że Snape bez swej odwiecznej naburmuszonej miny wygląda całkiem pociągająco. Efekt potęgował też fakt że wciąż trzymał ją za rękę. Jego bliskość wydawała się być czymś znajomym, tak jakby wcześniej już jej doświadczyła. Hermiona pomyślała że mogłaby tak stać całe wieki. Niespodziewanie mężczyzna przyciągnął ją bliżej i położył drugą dłoń na jej talii. Oddech dziewczyny przyspieszył, zakręciło jej się w głowie i niemalże zemdlała. Siłą woli powstrzymała jęk zawodu kiedy Snape puścił ją i odskoczył jak najdalej mógł, starając się nie patrzeć jej w oczy. No to pięknie.
- Muszę wysłać patronusa do Minerwy że sprawa załatwiona i jutro wracamy do Hogwartu – mruknął. Machnął różdżką i natychmiast stanęła przed nim srebrzysta wydra, która po usłyszeniu wiadomości znikła tak szybko jak się pojawiła. Hermiona spojrzała pytającym wzrokiem na towarzysza.
- Profesorze, z tego co wiem to pańskim patronusem była łania? A teraz jest nim wydra, zupełnie tak jak... u mnie... Jak to możliwe?
- Czysty przypadek – wycedził Snape, odwracając się do niej tyłem.
- Zmiana patronusa nie dzieje się ot tak sobie, i pan wie o tym równie dobrze jak ja.
- Granger, skończ z tymi pytaniami. To nie jest twoja sprawa. Lepiej idź spać, wyruszamy z samego rana.
Widząc że nic nie wskóra zrezygnowana udała się na piętro i niewiele myśląc zajęła jedną z sypialni. Jednak jej myśli krążyły wciąż wokół tego czego przed chwilą doświadczyła. Dlaczego on tak na nią działa? I ten patronus? Nagle poczuła pulsujący ból głowy, zerwała się z łóżka na równe nogi i przed oczami zaczęły jej migać pojedyncze obrazy. Ona warząca eliksir, kątem oka widząca Snape'a który udaje że na nią nie patrzy... Taniec z jakimś czarnowłosym mężczyzną... Czy to możliwe że był nim Snape? Ona i Snape na Wieży Astronomicznej... Snape, Snape, Snape... Nagle wspomnienia urwały się. Oddychając ciężko Hermiona usiadła na łóżku. „Co się ze mną dzieje? Przecież to niemożliwe żeby to wszystko wydarzyło się naprawdę. I dlaczego wszystko co zobaczyłam dotyczyło właśnie Snape'a?”. Po namyśle doszła do wniosku że to wyobraźnia płata jej figle.
Koniecznie musi zająć czymś głowę żeby o tym nie myśleć. Powinna skupić się na najważniejszym, czyli na ich misji. Veronica. Tak, to bezpieczny temat. Trzeba ją w jakiś sposób przekonać, inaczej może sprawiać problemy. Niech Snape gada co chce, ona z nią porozmawia. To pomyślawszy wstała z łóżka i udała się do sąsiedniego pokoju.

sobota, 27 maja 2017

ROZDZIAŁ 20

Witam po dosyć długiej przerwie i przepraszam że tak długo mnie tu nie było.
Na szczęście w końcu udało mi się ukończyć rozdział 20 i mam nadzieję że uda mi się "bywać" tu częściej, a przynajmniej bardziej regularnie :)
Dziękuję wszystkim którzy byli na tyle cierpliwi żeby tu zaglądać :)

***
Po raz kolejny w przeciągu ostatnich dni Hermiona pomyślała że zabije swojego przyjaciela Harry'ego Pottera. A potem znajdzie sposób aby go wskrzesić. A potem ponownie go zabije za to w co ją wkopał. Zmierzała właśnie w kierunku bramy Hogwartu, w dłoni mając jedynie swoją niewielką torebkę, która dzięki zaklęciom zmniejszającym zmieściła cały jej bagaż. Była już spóźniona i wiedziała że z pewnością zostanie za to zbesztana przez pewnego wrednego Nietoperza, który najwyraźniej wciąż nie przywykł do faktu że nie była już jego uczennicą. 
- Spóźniłaś się, Granger – wycedził zimno, nie zaszczycając jej nawet krótkim spojrzeniem.
- Tak, całe dwie minuty – odrzekła, patrząc na niego wyzywająco, jednak nie doczekała się odpowiedzi. Zamiast tego Snape wyciągnął ramię w jej kierunku, a kiedy go dotknęła poczuła znajome szarpnięcie i już po kilku sekundach wylądowali w ciemnej, wyraźnie mało uczęszczanej uliczce.
- Nicea? - Hermiona nie kryła zdziwienia. - Przecież według naszych ustaleń Riddle'owie mieszkali w Paryżu. 
Snape rzucił jej krótkie spojrzenie, po czym wyciągnął z kieszeni lekko zmięty świstek, który okazał się być artykułem z francuskiego wydania „Proroka Codziennego”. Tytuł głosił: „Tragiczna śmierć urzędnika Ministerstwa Magii”. Hermiona spojrzała na Snape'a pytającym wzrokiem.
- Podobno znasz francuski? - wycedził, uśmiechając się ironicznie.
- Owszem – odparła Hermiona, po czym zaczęła czytać.

Wczorajszy wieczór zakończył się tragicznie dla Patricka Smitha, pełniącego funkcję szefa biura aurorów w Ministerstwie Magii. Pełniąc służbę został zaatakowany przez nieznanego sprawcę i wskutek ran odniesionych w pojedynku zmarł. 
Wszyscy pracownicy Ministerstwa, a także cała czarodziejska społeczność miasta Nicea składa najszczersze kondolencje pani Julii Riddle-Smith oraz jej córce Veronice z powodu śmierci męża i ojca. 

- Och! - zakrzyknęła Hermiona.
- Bardzo elokwentna odpowiedź, Granger. W każdym razie dzięki Draconowi który jakimś cudem zdobył ten świstek mamy punkt zaczepienia. Teraz...
- Teraz musimy odnaleźć przebywającą tu społeczność czarodziejów i wypytać o Veronicę. Być może ona sama wciąż tu mieszka... - Hermiona potarła podbródek w zamyśleniu. 
- Nie wiesz że nie przerywa się starszym, Granger? A poza tym nie ciesz się aż tak bardzo. Nie zapominaj że ta dziewczyna trafiła do rodziny zastępczej, być może nawet na drugim końcu Francji. Albo nawet w innym kraju. 
- Tym razem to ja pana zaskoczę – Hermiona uśmiechnęła się złośliwie. - Rozmawiałam z Hagridem, który na moją prośbę skontaktował się z Madame Maxime. Okazało się że Veronica Smith ukończyła Beauxbatons kilka lat temu. Niestety nie mogliśmy się dowiedzieć nic więcej ponieważ jak pan wie pozostałe dane uczniów są ściśle chronione. 
Snape uniósł brew w wyrazie zdziwienia.
- Wyrabiasz się, Granger – zauważył, jednocześnie obserwując Hermionę stojącą z szeroko otwartymi ustami.
- Czy pan właśnie mnie pochwalił? - zapytała, wciąż sądząc że śni.
- Nie przyzwyczajaj się za bardzo – uciał, ignorując uśmiech satysfakcji który wypłynął na twarz Hermiony.
Oczywiście nie obyło się bez paranoicznych zabiegów mających zapewnić im bezpieczeństwo. Snape rzucił na nich obojga chyba wszystkie istniejące zaklęcia ochronne, włącznie z zaklęciem niewidzialności. Po wyjściu z ciemnej uliczki znaleźli się na promenadzie, biegnącej wzdłuż wybrzeża. Hermiona wpatrywała się w taflę morza jak urzeczona, ciągle zostając z tyłu, co spotykało się z gniewnymi pomrukami jej towarzysza, który już kilkakrotnie musiał po nią wracać. 
- W takim tempie, głupia dziewucho, nigdy nie znajdziemy czarodziejskiej części miasta!
- Ale niech pan spojrzy jak tu pięknie!
Severus spojrzał i lekceważąco ruszył brwiami, po czym złapał ją za rękę i pociągnął za sobą. Zrezygnowana dziewczyna podążyła za nim. Równocześnie pomyślała że dotyk jego silnych, męskich dłoni jest całkiem przyjemny i zadrżała. Mężczyzna musiał to poczuć ponieważ rzucił jej krótkie, badawcze spojrzenie i momentalnie ją puścił, odsuwając się na kilka kroków.
- Jesteśmy na miejscu. Tutaj wyraźnie czuć magię – rzekł, po czym nawet się nie odwracając skręcił w boczną uliczkę. 
Istotnie, ta część miasta znacznie różniła się od reszty. Obecność osób o magicznych zdolnościach była wręcz namacalna. Aura tego miejsca sprawiała że mugole omijali je szerokim łukiem, podczas gdy czarodzieje bez problemu byli w stanie tu trafić. 
Na ulicach ruch był stosunkowo niewielki i Hermiona zastanawiała się jaki plan ma Snape. Zakładała że raczej nie zamierza on zaczepiać każdego przechodnia i wypytywać. Przy końcu ulicy zauważyli coś w rodzaju restauracji lub pubu, z którego dochodził gwar rozmów. Severus bez słowa skierował się do wejścia, zmuszając tym samym dziewczynę do podążenia jego śladem. Kiedy już zdjęli z siebie zaklęcia ochronne i weszli do środka, ich oczom ukazał się pub bardzo przypominający Dziurawy Kocioł w Londynie. Pod uważnymi spojrzeniami zgromadzonych tu czarodziejów podeszli do kontuaru.
- Dzień dobry, poproszę dwa razy sok dyniowy – powiedział Snape po francusku, po czym zasiadł na wysokim stołku. Hermiona niewiele myśląc poszła jego śladem. Barman przyjrzał im się i parsknął.
- Okropnie mówisz po francuski – zauważył młody mężczyzna łamaną angielszczyzną, spoglądając na nich podejrzliwie. 
- Bezczelny – mruknął Snape, patrząc pogardliwie w kierunku oddalającego się barmana.
Hermiona zachichotała, ale gniewny pomruk mężczyzny sprowadził ją na ziemię. Momentalnie spoważniała.
- Więc co teraz zrobimy? - zagaiła, obserwując swojego towarzysza.
- Po pierwsze, Granger, nie zaczyna się zdania od więc. Jako nauczycielka powinnaś to wiedzieć. A po drugie, w kwestii twojego pytania to zaczniemy od wypytania tego kretyna – ruchem głowy wskazał powracającego barmana. - Postaraj się wyglądać, hmm... ładnie? Uśmiechnij się lub coś w tym rodzaju. Na takich idiotów jak on takie rzeczy działają.
Całą siłą woli Hermiona powstrzymała się od wyciągnięcia różdżki i rzucenia na tego dupka paskudnej klątwy. Kiedy barman postawił przed nimi szkalnki z napojem, Snape przeszedł od słów do czynu. Wyraźnie starał się być jak najmilszy, co w jego przypadku było nie lada wysiłkiem.
- Czy jest pan miejscowy? - zagaił, uśmiechając się lekko do barmana.
- Tak, mieszkam tu od urodzenia, z przerwą na naukę w Beauxbatons. 
- Czyli zna pan wszystkich mieszkańców? - ciągnął Severus.
- Owszem. Rzadko się zdarza aby ktoś nowy tu się wprowadzał. Szukacie kogoś konkretnego?
- A czy zna pan dziewczynę o nazwisku Veronica Smith?
Barman nagle wypuścił szklankę z dłoni i spojrzał na Snape'a z furią.
- Czego ode... czego chcecie od Ronnie? Dajcie w końcu tej dziewczynie spokój! - wykrzyknął chłopak, czerwony z gniewu. Zamieszanie przy kontuarze po raz kolejny skupiło na nich uwagę innych klientów pubu.
Snape'a diabli wzięli.
- Mógłbyś się przymknąć, gówniarzu? A teraz posłuchaj mnie uważnie: wiemy że grozi jej niebezpieczeństwo ale my nie chcemy jej zrobić krzywdy. Wręcz przeciwnie – wiemy jak ją ochronić – mruknął Snape.
Chłopak ponownie zmierzył wzrokiem Snape'a, a następnie Hermionę. Odetchnął głęboko i zebrał stłuczone szkło. 
- Za godzinę kończę zmianę. Czekajcie na mnie przed tylnym wejściem jeżeli chcecie się czegoś dowiedzieć.
Snape zmierzył go oceniającym wzrokiem, ale skinął głową.
- Zbieramy się – mruknął w kierunku dziewczyny, a ta posłusznie udała się za nim, wciąż będąc w szoku że tak gładko im poszło. Zbyt gładko, szczerze mówiąc.
Kiedy znaleźli się na ulicy, Hermiona w końcu była w stanie wydusić z siebie nurtujące ją pytania.
- Myśli pan że on naprawdę coś wie? - Snape spojrzał na nią, po czym rzucił zaklęcie wyciszające.
- Wydaje mi się że wie więcej niż się spodziewaliśmy.
- Co? Skąd pan...
- Oklumencja. Sprawdziłem go, a w zasadzie ją.
Hermiona wytrzeszczyła oczy ze zdumienia.
- Jak to ją?!
Snape prychnął i uniósł brew.
- Przed chwilą mieliśmy okazję porozmawiać z Veronicą Smith we własnej osobie, tyle że pod wpływem eliksiru wielosokowego. Jak widziałaś jest kiepską aktorką.
- Cooo? - Hermiona nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Równocześnie podjęła ciche postanowienie aby podszkolić się z oklumencji. 
- To co słyszysz, Granger. 
- Więc co teraz zrobimy?
- Przede wszystkim musimy zadbać o to, aby nam nie zwiała. A to właśnie ma teraz w planach. Zrobimy tak...

***
Po kilku minutach Severus stała przy głównym wejściu do pubu, bacznie obserwując każdego kto z niego wychodził, dodatkowo rzucając zaklęcia ujawniające, ponieważ obawiali się że dziewczyna może mieć w zanadrzu eliksir zmieniający w całkiem inną osobę. Z kolei Hermiona udał się w kierunku wyjścia dla personelu, które, ma się rozumieć było znacznie rzadziej uczęszczane. Severus pomyślał że sprytna bestia z tej Smith. Zdecydowanie w jej żyłach płynie część krwi Czarnego Pana, to nie ulega wątpliwości. 
Pomimo tego że jak na razie pierwsza część ich misji poszła tak łatwo, Severus nie czuł ulgi. I nie chodziło tu o tą dziewuchę. O nią się nie martwił, bo nawet gdyby stawiała opór to przywloką ją do Anglii chociażby siłą. Chodziło mu o Granger. Odczuwał wyrzuty sumienia że tak załatwił tą sprawę. Po namyśle przyznał rację Minerwie i Ginewrze. Kim on był żeby odbierać tej młodej kobiecie jej wspomnienia, jakiekolwiek by one nie były? Teraz doszedł do wniosku że zrobił to z własnych, nieco egoistycznych pobudek. Tłumaczył się tym że nie chce niszczyć życia tej dziewczyny która zasługuje na kogoś lepszego niż on. Ale nie mógł zaprzeczyć że wciąż do niego powracała w snach, w których przeżywał ich pocałunki po raz kolejny. A na dodatek jak na złość los pchał ich wciąż ku sobie pod różnymi pretekstami. „No to wpadłeś, Snape” - pomyślał, krzywiąc się. Musi coś z tym zrobić.
Jego nieme rozważania przerwało pojawienie się zakapturzonej postaci. Osoba ta wyszła z baru rozglądając się nerwowo. Severus zareagował niemal w tej samej sekundzie i po chwili stała przed nim młoda dziewczyna z długimi, ciemnymi włosami, patrząca na niego z przerażeniem wypisanym na twarzy. Kolejne zaklęcie sprawiło że padła jak długa, nie mogąc się ruszyć. Zamieszanie ściągnęło tu Granger, która podeszła do leżącej dziewczyny i Severus widział że odetchnęła z ulgą.
- Nie bój się. Nie zrobimy ci krzywdy – powiedziała cichym, uspokajającym głosem do leżącej.
- Granger, musimy się stąd zmywać, i to natychmiast – po czym dotknął dłoni obu dziewczyn i deportował się w bliżej nieznanym kierunku. 

wtorek, 18 kwietnia 2017

ROZDZIAŁ 19

Witam ponownie z rozdziałem 19 :)
Przepraszam za opóźnienia ale ostatnio dużo się dzieje więc nie mam zbyt dużo czasu na pisanie. Mimo to mam nadzieję że rozdział Wam się spodoba i że zostawicie po sobie ślad w postaci komentarzy.
Dziękuję wszystkim osobom które cały czas tu zaglądają, a zwłaszcza tym którzy poświęcają czas żeby skrobnąć komentarz :)
Pozdrawiam :)

***
- Hermiono, co się z tobą dzieje? - Ginny wpatrywała się w przyjaciółkę z niemałym zdziwieniem.
- Nie rozumiem o co ci chodzi – brązowowłosa wzruszyła ramionami. - Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- Kiedy ostatnio rozmawiałyśmy to odniosłam inne wrażenie – Ginny postanowiła nie ustąpić. Coś tu było nie tak. Wobec tego wytoczyła najcięższe działo. - A jak ci się układa ze Snape'm?
- Układa? - Hermiona prychnęła. - Kiedy w końcu uwolniłam się od tego Nietoperza, dzięki Harry'emu znów muszę go znosić. Tym razem przegiął. 
Ginny nie wierzyła własnym uszom. Przecież dosłownie kilka tygodni temu Hermiona przyznała że coś się dzieje między nią i Snape'm, a teraz zachowuje się jakby nic takiego nie miało miejsca. Chyba że...
- Hermiono, czy ty ostatnio wychodziłaś poza tereny Hogwartu?
- Nie, nie byłam nawet w Hogsmeade. Ginny, o co chodzi? Czemu zadajesz takie dziwne pytania?
- Po prostu uważam że ktoś cię przeklął.
- Cooo?! - Hermiona wytrzeszczyła oczy ze zdumienia. - Czy ty sugerujesz że ktoś mnie przeklął, a ja nawet tego nie zauważyłam? Proszę cię...
- Nie wiem, w każdym razie jeszcze niedawno... A tak w ogóle to co pamiętasz z przyjęcia u moich rodziców?
- Pamiętam wszystko. Dlaczego miałoby być inaczej?
- Konkrety, Herm.
- Ok, więc tak: pogodziłam się z Ronem, potem tańczyliśmy, a potem... - zawahała się, ale szybko dodała: - Chyba trochę przesadziłam z Ognistą. 
Ginny otworzyła szeroko usta. Teraz wszystko jest jasne. Ale żeby się upewnić musi poprosić o pomoc kogoś bardziej doświadczonego. Pospiesznie wstała i ignorując pytające spojrzenie przyjaciółki rzuciła:
- Przepraszam, Herm, ale muszę już lecieć. Najwyższa pora żeby położyć James'a, a Harry sobie z tym słabo radzi. Odezwę się wkrótce – po czym wybiegła i skierowała się prosto do komnat McGonagall.

***
- To niemożliwe – Minerwa pokręciła przecząco głową.
- Pani profesor, jestem pewna że ktoś majstrował przy wspomnieniach Hermiony – Ginny wciąż była zszokowana odkryciem. - Nie powinnam tego mówić ponieważ obiecałam to Hermionie, ale ona jakiś czas temu zwierzyła mi się że pomiędzy nią a profesorem Snape'm coś jest. Zresztą sama pani widziała co się działo na przyjęciu u moich rodziców.
- Tak, ale czy ty podejrzewasz że Severus...
- Ja nie podejrzewam, ja jestem w stu procentach pewna.
- To bardzo poważne oskarżenie, zwłaszcza że nie mamy dowodów.
- Pani profesor, Hermiona kilka tygodni temu mówiła mi o tym, a teraz nawet nie pamięta tego co się wydarzyło na przyjęciu. Czy potrzebujemy więcej dowodów? Kto inny miałby jakiś interes w tym żeby zapomniała o swojej relacji z profesorem? 
Minerwa zamyśliła się głęboko. Wiedziała że Severus byłby zdolny do czegoś takiego. Pewnie doszedł do wniosku że nie chce zniszczyć życia Hermionie, albo ubzdurał sobie coś jeszcze innego, więc postanowił załatwić sprawę w tak okrutny sposób. Spojrzała na wzburzoną Ginny.
- Niestety, nie ma sposobu na to by sprawdzić czy takie zaklęcie zostało faktycznie rzucone przez daną osobę. Jednakże sama zauważyłam że Hermiona ostatnio dziwnie się zachowuje i że jej stosunek do Severusa uległ... hmm, zmianie. Jedyne co możemy teraz zrobić to udać się do Severusa i zapytać go o to.
- Przecież on się wszystkiego wyprze! - Ginny zerwała się na równe nogi. - Jest byłym szpiegiem i potrafi świetnie kłamać!
- Wiem – Minerwa posmutniała. - Ale nic więcej  nie możemy zrobić. Chodźmy.

***
Ginny nerwowo przełknęła ślinę gdy wraz z McGonagall pukały do drzwi Snape'a. Po zaciętej minie profesorki można było podejrzewać że również jest zdenerwowana. Snape był cholernie trudnym rozmówcą i było prawie pewne że nic nie wskórają. No ale kto nie ryzykuje ten nie pije Ognistej.
Gdy Snape otworzył drzwi przez ułamek sekundy można było dostrzec zdziwienie na jego twarzy. 
- Severusie, mamy do ciebie ważną sprawę – Minerwa spojrzała poważnie na mężczyznę.
- Słucham – odpowiedział, mierząc wzrokiem McGonagall i Ginny.
- Ale chyba nie będziemy rozmawiać o tym na korytarzu? - Minerwa bezceremonialnie wepchnęła się do salonu. Ginny podążyła za nią.
- Ależ oczywiście, możecie wejść i się rozgościć – warknął Snape, zamykając drzwi i stając przed nimi z ramionami skrzyżowanymi na piersi. Ginny nie wytrzymała.
- Wiemy co zrobił pan Hermionie! - zakrzyknęła, patrząc na niego oskarżycielskim wzrokiem.
Minerwa spojrzała na nią z lekką przyganą. Najwyraźniej miało to zostać załatwione bardziej dyplomatycznie. Snape uniósł brew.
- Nie rozumiem o czym pani mówi, pani Potter – wycedził, unikając wzroku kobiet.
- Severusie, nie wypieraj się. Hermiona zwierzyła się Ginny z przebiegu waszej... relacji – stwierdziła Minerwa, wpatrując się w mężczyznę z oczekiwaniem. 
- Rozumiem. Z tym że nasza relacja była czysto zawodowa.
- Hermiona mówiła Ginny coś innego, a zresztą... widziałyśmy co się wydarzyło na przyjęciu Molly i Artura – McGonagall nie ustępowała.
- Dokładnie, a teraz Hermiona niczego nie pamięta! - wybuchnęła Ginny, której twarz przybrała kolor jej włosów. - Jak pan mógł wyczyścić jej wspomnienia! To... to jest okrutne!
Snape spojrzał na nią ciężkim wzrokiem.
- Powtarzam: nie wiem o czym mówicie. Na przyjęciu u Weasley'ów tylko tańczyłem z panną Granger, więc nie rozumiem dlaczego robicie taką aferę – powiedział śmiertelnie poważnym głosem. - A co do mojej relacji z panną Granger, to była ona wyłącznie związana z pracą, zresztą na twoją wyraźną prośbę, Minerwo. Nie rozumiem więc z jakiego powodu miałbym usuwać wspomnienia panny Granger.
Zapadła cisza. Kobiety wymieniły porozumiewawcze spojrzenia.
- Severusie, nie zwiedziesz nas. Nie zapominaj że znam zaklęcie które sprawdza czy ktoś modyfikował pamięć danej osoby. U Hermiony wynik był jednoznaczny – zabluffowała Minerwa, i z nieukrywaną satysfakcją obserwowała jak mężczyzna cały się spina i zaciska pięści. Teraz już się nie wywinie.
- Dobrze, niech wam będzie! Wymazałem jej wspomnienia! Odkryłem że zadurzyła się we mnie i po prostu chciałem oszczędzić jej zachodu ponieważ ja nic do niej nie czuję! Zadowolone? Tak naprawdę zrobiłem jej przysługę!
- Jak pan mógł jej to zrobić! - zakrzyknęła Ginny i spojrzała na niego wściekłym wzrokiem.
- Severusie, czy ty się słyszysz? Jak mogłeś! Przecież... 
- Sądzę że wasza wizyta nieco się przeciągnęła – przemówił Snape, po czym machnął kilka razy różdżką wskutek czego obie zostały otoczone srebrzystą mgiełką która po chwili zniknęła.
- Co to miało być?! - zakrzyknęły obie.
- To zaklęcie bardzo przydatne dla kobiet które nie potrafią trzymać języka za zębami. Po opuszczeniu moich kwater nie będziecie mogły nikomu wyjawić przebiegu naszej rozmowy – uśmiechnął się wrednie, po czym machnął ponownie różdżką i zanim się obejrzały stały już na korytarzu.
Ginny spojrzała na wściekłą McGonagall.
- Pani profesor, co my teraz zrobimy?
- Obawiam się że nic nie możemy zrobić. Zaklęcie modyfikujące pamięć może zdjąć jedynie osoba, która je rzuciła. Sama widziałaś że Severus nie zamierza tego zrobić. A do tego załatwił nas tak, że nie możemy o tym powiedzieć Hermionie. Jaki on jest uparty! Przecież on też coś czuje do Hermiony, dlaczego nie chce w końcu być szczęśliwy?
Minerwa pokręciła głową i westchnęła ze smutkiem. Ginny sama nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Snape to beznadziejny przypadek, ale może jednak ma rację że tak będzie lepiej?

***
Kiedy drzwi zamknęły się za Minerwą i Ginewrą, Severus wciąż nie mógł się otrząsnąć. Powinien był przewidzieć że przeklęte baby plotkują o takich sprawach i że Granger nie różni się pod tym względem. Naprawdę musiała o wszystkim wypaplać Rudej? Nie ma przecież piętnastu lat żeby zwierzać się przyjaciółce z problemów sercowych. Chociaż z drugiej strony znał ją na tyle żeby wiedzieć że sama z siebie nie gadałaby o takich sprawach. To na pewno Ginewra ją przycisnęła – widziała co się wydarzyło podczas przyjęcia i oczywiście musiała się wszystkiego dowiedzieć. Potem pewnie wypytywała Granger jak się mają sprawy, a kiedy ta nie wiedziała o czym mowa wszystko było jasne, więc ruda poleciała na skargę do Minerwy. Wścibska dziewucha! Severus zazgrzytał zębami z wściekłości. W tej chwili po raz pierwszy w życiu naprawdę współczuł Potter'owi że musi się z nią użerać na co dzień. Gdyby nie ona cała sprawa rozeszłaby się po kościach – Granger żyłaby tak jak przedtem, nie mając pojęcia o tym że wcześniej czuła coś do niego, może nawet niedługo znalazłaby sobie kogoś bardziej odpowiedniego. Natomiast jeżeli chodzi o Severusa to jakoś by sobie poradził ze swoimi uczuciami. Dlatego nie mógł dopuścić do tego aby Minerwa i Ginewra wypaplały wszystko komukolwiek. Tak będzie lepiej dla wszystkich, zwłaszcza że teraz mają co innego na głowie. 
Z tą myślą usiadł ponownie przy biurku i wrócił do wertowania ksiąg na temat magii starożytnej. Miało to być zadaniem Granger, Ginewry, Lovegood i Abbott, ale sam również chciał wiedzieć z czym będą walczyć i jak się do tego przygotować. Nie mógł jednak przestać myśleć o Hermionie, ale starał się z całych odrzucać w głowie myśl jak bardzo cieszy się na ich wspólny wyjazd.
- Teraz jestem już pewny że głupiejesz na starość, Severusie Snape – powiedział. - A do tego gadasz sam do siebie. To zły objaw. Bardzo zły.

piątek, 24 marca 2017

ROZDZIAŁ 18

Przez następne tygodnie Hermiona czuła się wyśmienicie. Pracowała tak jak zwykle: prowadziła lekcje, sprawdzała eseje, dyżurowała, a w wolnym czasie dokształcała się z eliksirów. Miała iście naukowe zacięcie – coraz częściej tworzyła notatki dotyczące ulepszania już istniejących receptur, ale czasem posuwała się do spisywania własnych pomysłów na nowe mikstury. Nie mogła się opędzić od myśli ile czasu marnowała ze Snape'm w pracowni podczas gdy sama sobie świetnie radziła. Dziwiła się tylko czasem w duchu że McGonagall spogląda na nią pytającym wzrokiem. Snape'a nie widywała zbyt często, a jeżeli już to tylko przelotnie podczas posiłków. Tym bardziej zdziwiła się widząc pewnego wieczoru srebrzystą wydrę wpadającą do jej komnat i przemawiającego głosem Mistrza Eliksirów:
- Masz się stawić o 20:00 w moim gabinecie. Sprawa jest pilna.

Osłupiała Hermiona obserwowała zwierzę rozpływające się w powietrzu. Coś jej tu nie pasowało. „Zaraz, zaraz, przecież patronusem Nietoperza była łania” - pomyślała, w myślach przerzucając informacje na temat patronusów. Podbiegła do jednego z regałów i wyjęła „Czary dla zaawansowanych”. Otworzyła księgę i przekartkowała ją w poszukiwaniu rozdziału który ją interesował.

- Aha, jest! - mruknęła sama do siebie i zaczęła czytać:

Patronus może zmieniać swoją formę pod wpływem silnych uczuć. Najczęściej przybiera wtedy postać związaną pośrednio lub bezpośrednio z osobą której te uczucia dotyczą. Na skutek silnego emocjonalnego ciosu umiejętność wyczarowania patronusa może zostać bezpowrotnie utracona.

- Hmm... ciekawe. Czyżby Snape się zakochał? Ale równie dobrze może to być spowodowane negatywnymi uczuciami... zresztą, przecież to nie moja sprawa – uśmiechnęła się lekko, odstawiając książkę na półkę. Stwierdziwszy że ma dokładnie piętnaście minut do rozpoczęcia spotkania udała się spacerkiem w kierunku lochów.

Będąc w połowie drogi usłyszała czyjeś kroki za sobą.
- Hermiono, poczekaj! - profesor McGonagall pomimo podeszłego wieku szła za nią raźnym krokiem. - Severus cię wezwał, prawda?
- Tak. Na pewno się czegoś dowiedział – odparła Hermiona, po czym obie ruszyły długim korytarzem.
- Ostatnio nie miałyśmy czasu porozmawiać, te obowiązki dyrektora... Albus sobie z tym lepiej radził... Ale nie o tym chcę rozmawiać. Chciałam zapytać jak... się czujesz? - Minerwa spojrzała na nią niepewnie.
- Czuję się świetnie, dziękuję – uśmiechnęła się dziewczyna. - W końcu mam trochę więcej czasu dla siebie. Profesor Snape podjął świetną decyzję.
- Tak uważasz? - dyrektorka wyglądała na zbitą z tropu. - Kiedy ostatnio rozmawiałyśmy odniosłam wrażenie że nie jesteś zadowolona z takiego obrotu sprawy.
Hermiona rzuciła jej zdziwione spojrzenie.
- Byłam zaskoczona, nic poza tym. Z resztą sama pani wie jaki jest profesor więc cieszę się że nie muszę spędzać z nim więcej czasu niż jest to konieczne.
Tym razem to Minerwa McGonagall spojrzała na nią ze zdziwieniem.
- Cóż, jeżeli tak sądzisz. Chociaż przyznam że myślałam że się w pewien sposób zżyliście.
- Nie, nie, raczej nie. Po prostu nauczyliśmy się tolerować siebie nawzajem.

Minerwa zmierzyła ją uważnym spojrzeniem, ale nie powiedziała już ani słowa. Po chwili dotarły do drzwi gabinetu, które otworzyły się nim zdążyły zapukać. Weszły do środka, gdzie zastały już Snape'a siedzącego za biurkiem oraz Draco, Harry'ego, Ginny, Lunę, wszystkich braci Weasley wraz z Arturem, Neville'a, Hannę Abbott oraz pozostałych nauczycieli z Hogwartu. Po powitaniach i zajęciu miejsc zgromadzeni spojrzeli na Snape'a z wyczekiwaniem. Hermionie nie umknął fakt że Mistrz Eliksirów wygląda na chorego. Niezdrowo blada cera i ciemne cienie pod oczami nadawały mu wręcz upiorny wygląd. Jednak pomimo to jego mina była zacięta jak zwykle. Dziewczyna odniosła wrażenie że profesor z jakiegoś powodu unika jej wzroku, ale zrzuciła to na karb zmęczenia i nie poświęcała mu więcej uwagi niż było to niezbędne.

- Wszyscy już są więc myślę że możemy zaczynać. Jak mniemam podejrzewacie już w jakim celu was tu wezwałem – powiódł wzrokiem po zebranych, którzy z napięciem oczekiwali na jego słowa. - Draco dowiedział się jaki jest aktualny cel Śmierciożerców. Ale o tym najlepiej opowie on sam – spojrzał na chłopaka i skinął lekko głową w jego kierunku. Blondyn przełknął ślinę i zaczął mówić.

- Dowiedziałem się że Śmierciożercy znaleźli sposób na przywrócenie Czarnego Pana do życia i chcą go przetestować. Mój ojciec w starych księgach które dostał od swego dziadka znalazł informacje na temat starożytnych zaklęć które mogą przywołać zmarłych zza grobu. Jednak do tego jest potrzebna osoba z rodziny zmarłego.

- Nie uda mu się. Przecież Voldemort nie miał rodziny. Wychował się w sierocińcu – powiedział Ron, czerwieniejąc lekko. Draco rzucił mu krótkie spojrzenie, po czym kontynuował:
- Owszem, ale okazało się że niekoniecznie musi to być bliska rodzina. Ojciec dowiedział się że Czarny Pan miał przyrodnią siostrę. Julia Riddle była córką jego ojca z małżeństwa z mugolką. Po porzuceniu matki Voldemorta Tom Riddle senior ożenił się ponownie. Wraz z nową żoną i dzieckiem emigrował do Francji, gdzie okazało się że Julia jest magiczna. Dorastała nie mając pojęcia że siejący postrach Lord Voldemort to jej przyrodni brat. Kiedy ukończyła Beauxbatons wyszła za mąż za czarodzieja, Patricka Smitha. Jednak Smith zmarł kilka lat po ślubie na skutek walki z innym czarodziejem, zostawiając żonę i nowo narodzoną córkę, Veronicę. Niestety, kiedy dziewczynka miała zaledwie pięć lat, Julia zmarła na smoczą ospę którą zaraziła się pracując u Gringotta. Dziewczynka trafiła do mugolskiej rodziny zastępczej, a gdy ujawniła swe magiczne zdolności posłano ją również do Beauxbatons. Jednak jej dalsze losy są nieznane. Pomimo to ojciec postanowił że trzeba odnaleźć dziewczynę i przeciągnąć na naszą stronę jako jedyną rodzinę Czarnego Pana. Dopiero wtedy rozpoczną dalsze działania.

Zapadła przedłużająca się cisza.
- Skąd znasz tą historię? - odważył się zapytać Harry.
- Czarny Pan przed śmiercią przekazał ją ojcu. Sam wiedział tylko tyle.
- Ale przecież on wymordował całą rodzinę Riddle'ów – powiedział Artur Weasley drżącym głosem. - Jakim cudem nie zabił tej dziewczyny jeżeli wiedział o jej istnieniu?
- Podejrzewam że Czarny Pan miał ważniejsze rzeczy na głowie niż poszukiwania nastolatki co do której nie był nawet pewny czy żyje – odrzekł Snape.
- Mnie natomiast zastanawia fakt dlaczego Severus nie poznał tej historii... Przecież był najbliższym sługą Voldemorta – McGonagall spojrzała na czarnowłosego, który odpowiedział jej, wzruszając przy tym ramionami.
- Pewnie dlatego że nie planował utrzymania mnie przy życiu – rzucił przelotne spojrzenie Hermionie, Harry'emu i Ronowi, którzy siedzieli obok siebie. - Teraz kiedy już wiemy prawie wszystko powinniśmy ustalić plan działania. Myślę że mamy trzy główne zadania: po pierwsze, musimy odnaleźć i ukryć dziewczynę, po drugie, wyłapać tak dużo Śmierciożerców jak to tylko możliwe zanim na dobre się uaktywnią, a po trzecie, musimy dowiedzieć się jak najwięcej na temat starożytnych zaklęć o których mówił Draco – spojrzał na zebranych z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
- Zorganizuję grupę aurorów którzy będą działać na miejscu – Harry poprawił zjeżdżające okulary i spojrzał prosto na Snape'a, który tylko lekko skinął głową.
- My się do was przyłączymy – dodał Ron, a jego pozostali bracia ochoczo pokiwali głowami.
- Dobrze. Potter, jak najszybciej daj mi znać jak dużą grupę udało ci się zebrać. Wtedy podejmiemy dalsze decyzje w tej kwestii – odparł Snape, po czym spojrzał w kierunku Malfoy'a. - Czy jesteś w stanie zdobyć tytuły ksiąg o których mówiłeś?
- Nie ma takiej możliwości. Ojciec otoczył je zaklęciami ochronnymi, ale nawet gdybym je złamał byłbym pierwszym podejrzanym.
- Tak myślałem. Więc tutaj mamy zadanie dla naszego etatowego mola książkowego – spojrzał na Hermionę, ale szybko odwrócił wzrok i nie patrząc jej w oczy kontynuował. - Twoim zadaniem jest znaleźć wszystkie dostępne informacje na temat zaklęć powiązanych z pokrewieństwem. Myślę że panna Lovegood, pani Potter i panna Abbott mogą ci w tym pomóc.
Hermiona przytaknęła i uśmiechnęła się lekko do Ginny, Luny i Hanny.
- Co do pozostałych osób – nauczyciele są zobowiązani żeby zapewnić bezpieczeństwo szkoły i uczniów. Jak mniemam wszyscy jesteście dostatecznie wprawieni.
- Severusie – wtrąciła McGonagall uśmiechając się na widok kwaśnej miny czarnowłosego który samozwańczo objął funkcję przywódcy. - Pozostaje nam najtrudniejsza kwestia: odnalezienie dziewczyny. Trzeba zorganizować ekspedycję i...
- Nie ma takiej potrzeby. Sam się tym zajmę.
- Chyba żartujesz! Przecież to może być niebezpieczne!
Nie histeryzuj, Minerwo. Już nie raz narażałem się na znacznie gorsze niebezpieczeństwa więc to dla mnie nie nowość.
- Również uważam że sam nic nie zdziałasz – powiedział Artur Weasley. - Zresztą jak na razie nie mamy żadnych informacji o miejscu pobytu dziewczyny więc to jak szukanie igły w stogu siana. Powinniśmy najpierw zebrać informacje i...
- Taak, a w tym samym czasie Śmierciożercy przetrząsną każde możliwe miejsce i przywloką ją do Anglii – warknął Snape.
- Pan Weasley ma rację, profesorze – odparła Hermiona, ściągając na siebie wzrok zebranych.
- Granger, nie wtrącaj się. Masz już swoje zadanie – Snape nawet nie spojrzał w jej kierunku.
- Owszem, ale to nie zmienia faktu że potrzebuje pan pomocy żeby odnaleźć tą dziewczynę.
- Powtarzam: Granger, nie wtrącaj się i zajmij się książkami bo w tym jesteś najlepsza.

Hermiona zaczerwieniła się i prawie rzuciła się na Snape'a z pięściami, ale na szczęście została w porę złapana przez Harry'ego. Usiadła z powrotem na swoim miejscu i rzuciła czarnowłosemu wyzywające spojrzenie. Zdziwiła się że nawet nie spojrzał w jej kierunku, uparcie wbijając spojrzenie w pozostałych. To było do niego niepodobne – jeszcze nie tak dawno w podobnej sytuacji rzuciłby jej przynajmniej złośliwy uśmiech, lub nawet wredny komentarz. Coś było nie tak, ale nie zamierzała teraz tego roztrząsać.
- Też uważam że sam nie masz nawet po co się tam wybierać. Ojciec już wysłał tam kilku ludzi dla rozeznania sytuacji, a wiesz że jesteś pierwszy do odstrzału – Snape spojrzał na Dracona gdy ten przestał mówić i Hermiona zauważyła że pod tak silnym argumentem poddał się.
- Dobrze, niech wam będzie. W takim razie kto jest chętny na urocze wakacje we Francji? - dodał z przekąsem.
- Ja myślę że Hermiona byłaby odpowiedną osobą na taką wyprawę – powiedział Harry, po czym aż się zachłysnął ponieważ równocześnie został obdarzony morderczym spojrzeniem przez Hermionę i Snape'a. Odchrząknął i kontynuował: - Yyy, to znaczy, mam na myśli to że kiedy podróżowaliśmy w poszukiwaniu horkruksów gdyby nie Hermiona to już dawno bylibyśmy z Ronem martwi.
- To świetny pomysł, Harry. Oboje jesteście bardzo uzdolnieni więc poradzicie sobie w razie zagrożenia – Minerwa uśmiechnęła się do chłopaka.
- NIE ZGADZAM SIĘ! - ryknął Snape.
- JA TEŻ! - zawtórowała mu Hermiona, cała czerwona z wściekłości.
- Niestety nie macie prawa żeby decydować sami o sprawach które dotyczą nas wszystkich. Poza tym kto niby miałby się tam wybrać? Harry ma się zająć sytuacją na miejscu, panowie Weasley mają mu pomóc, Ginny ma małe dziecko pod opieką, panna Lovegood...- McGonagall nie zdążyła dokończyć, ponieważ przerwał jej okrzyk Snape'a:
- Dobrze, niech wam będzie! Wyjeżdżamy za kilka dni. Koniec spotkania – po czym wstał i szybkim krokiem udał się do lochów, nie zaszczycając nikogo nawet spojrzeniem.
Po chwili Hermiona również wstała. Spojrzała na swojego przyjaciela i powiedziała z wściekłością w głosie:
- Wielkie dzięki Harry. Właśnie zagwarantowałeś mi wspaniałe dni spędzone z najbardziej wredną osobą jaką znam – po czym poszła w ślady Snape'a.

Pozostali zebrani również zaczęli wstawać z miejsc. Jedynie Ginny dalej siedziała, nie mogąc się otrząsnąć z szoku.
- Ginny – Harry dotknął jej ramienia. - Idziemy?
- Taak, tak, już – rudowłosa ocknęła się i wstała. Spojrzała na męża i powiedziała: - Harry, ja jeszcze na chwilę wpadnę do Hermiony. A ty tymczasem idź do Nory i zabierz James'a do domu.
- To może pójdę z tobą? Chyba faktycznie się trochę zagalopowałem z tym pomysłem i powinienem ją przeprosić.
- Nie, lepiej porozmawiam z nią sama. Chyba nie chcesz oberwać jakąś klątwą, co? - uśmiechnęła się lekko, po czym cmoknęła go w policzek i pobiegła do komnat przyjaciółki.

Dzisiejsze zachowanie Hermiony było co najmniej dziwne, biorąc pod uwagę to co ostatnio jej wyjawiła. Ginny nie byłaby sobą gdyby nie chciała dowiedzieć się co zaszło od czasu ich ostatniej rozmowy. A musiało coś się wydarzyć, Ginny była tego pewna. 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

piątek, 10 marca 2017

ROZDZIAŁ 17

Witam ponownie i zapraszam do lektury rozdziału 17 :)

***
Po niedzieli spędzonej w całości w swoich komnatach Hermiona nie miała innej możliwości – musiała w poniedziałek stawić się na lekcjach. Po namyśle stwierdziła że uda się również na śniadanie do Wielkiej Sali, oficjalnie dlatego że nie miała serca wzywać po raz kolejny skrzata aby podał jej posiłek w salonie. Te biedne stworzenia i tak zbyt ciężko pracują. Prawda jednak była taka że postanowiła przestać zachowywać się jak rozkapryszona, ogłupiała przez hormony nastolatka i w końcu zmierzyć się z zaistniałą sytuacją.
Kierując się w stronę stołu nauczycielskiego zarejestrowała że nie ma przy nim Snape'a. Poczuła lekką ulgę że konfrontacja jednak przesunie się w czasie. Przywitawszy się z pozostałymi nauczycielami zajęła swoje stałe miejsce i wzięła jedynie łyk herbaty z filiżanki, gdyż nie była w stanie niczego przełknąć. Przy okazji wdała się w krótką rozmowę z Neville'm.
- Jak było na przyjęciu? - zagaił chłopak, po czym pociągnął łyk soku dyniowego z pucharka. Hermiona zarumieniła się lekko, jednak w myśl swojego postanowienia opanowała się i odrzekła z uśmiechem.
- Było bardzo miło. Z tego co wiem wszyscy się świetnie bawili – po czym postanowiła jak najszybciej zejść z niewygodnego tematu. - A dlaczego ciebie nie było?
- Niestety nie mogłem wpaść. Aportowałem się razem z Hanną do jej rodziny w Irlandii. Jej dziadkowie też mieli niedawno rocznicę więc sama rozumiesz.
- Jasne – Hermiona skinęła lekko głową. - Ale trochę szkoda że nie mogliśmy spotkać się w starym składzie.
- Może innym razem – Neville uśmiechnął się nieśmiało. - Wybacz, Hermiono, ale muszę jeszcze zajrzeć do szklarni przed zajęciami z drugorocznymi. Nawet sobie nie wyobrażasz co ostatnio zrobili z niektórymi mandragorami... Wolę upewnić się dokładniej czy cały sprzęt jest sprawny i na swoim miejscu.
- W takim razie do zobaczenia później – Hermiona ponownie uśmiechnęła się do przyjaciela, a ten odpowiedział jej tym samym.
Kiedy już miała wstać od stołu poczuła że ktoś trąca delikatnie jej ramię.
- Hermiono, pozwól proszę na słówko – Minerwa McGonagall zmierzyła młodą kobietę zatroskanym wzrokiem, po czym gestem nakazała jej podążać za sobą. Pełna obaw udała za starszą kobietą. „Co się stało tym razem?” - myślała Hermiona, w głowie mając najczarniejsze scenariusze. Kiedy już znalazły się w niewielkiej komnacie która bezpośrednio przylegała do Wielkiej Sali, dyrektorka przemówiła.
- Moja droga, mam dla ciebie wiadomość od profesora Snape'a – na na dźwięk nazwiska Hermiona poczuła standardowe sensacje w żołądku, jednak opanowała się w porę i wpatrzyła w rozmówczynię z oczekiwaniem. McGonagall kontynuowała. - Przejdę od razu do sedna. Profesor uważa że jesteś już gotowa na to aby dostać od nas trochę więcej samodzielności, że tak to ujmę. Prosił żebym przekazała ci że już świetnie sobie radzisz z eliksirami, dyżurami i innymi obowiązkami więc jego pomoc jest zbędna – starsza czarownica spojrzała na dziewczynę, najwyraźniej oczekując jakiejś reakcji. Hermiona była w szoku. Nie była głupia i wiedziała co się kryje za tym wszystkim. Snape nie chce mieć z nią najmniejszego kontaktu. W myślach wyobrażała sobie jak przebiegnie ich kolejne spotkanie, a tymczasem on najzwyczajniej w świecie pozbył się jej. Zabolało ją to. Cisza wyrwała ją z zamyślenia, spojrzała więc na Minerwę która ponownie wpatrywała się w nią z troską.
- Czy wszystko w porządku, Hermiono? Nie wydajesz się być zadowolona.
- Taak, wszystko w porządku pani profesor. Po prostu jestem w lekkim szoku. Nie sądziłam że profesor Snape tak szybko pozwoli mi na samodzielność – głos lekko jej się załamał, lecz miała nadzieję że McGonagall tego nie zauważyła.
- Dobrze, moja droga, nie będę cię już dłużej zatrzymywać. Do zobaczenia na obiedzie – McGonagall uśmiechnęła się lekko i skinęła głową wychodzącej Hermionie, która odpowiedziała jej tym samym.
Kiedy drzwi się zamknęły Minerwa pokręciła zrezygnowana głową i pomyślała że Severus Snape to największy kretyn jakiego zna.

***
Myśli kłębiły się w głowie Hermiony kiedy dyżurowała tej nocy na korytarzach Hogwartu. Trzymała w dłoni różdżkę – stary nawyk, który w obliczu niedawnych wydarzeń mógł okazać się wybawieniem. Na szczęście w zamku było spokojnie. Hermiona napotkała jedynie kilku nocnych wędrowców, wskutek czego Slytherin i Ravenclaw straciły po dwadzieścia punktów.
Idąc wolnym krokiem starała się myśleć jedynie o pracy i obowiązkach, z uporem wypierając wszystkie pozostałe myśli które ją niepokoiły w ostatnim czasie. Jednak kiedy dotarła do Wieży Astronomicznej, w ciemnościach zauważyła ciemną sylwetkę stojącą przy jednym z okien, wpatrując się w niebo. Postać stała tyłem do niej więc jak na razie pozostała niezauważona. Trzymając różdżkę w pogotowiu bezszelestnie – a przynajmniej tak jej się zdawało - podeszła bliżej, jednak postać cechowała się doskonałym słuchem. W ułamku sekundy jedyna broń dziewczyny wyleciała w powietrze i znalazła się w dłoni przeciwnika. Spanikowana nie śmiała się nawet ruszyć, zamknęła oczy, w myślach przygotowując się na najgorsze. Nagle przed jej twarzą pojawił się błysk światła z różdżki, a następnie usłyszała ciche prychnięcie.
- Zawsze twierdziłem że herbem Gryffindoru nie powinien być lew. Bardziej pasowałby struś, albo inne tchórzliwe zwierzę.
Hermiona poczuła sensacje w żołądku kiedy usłyszała głos który rozpoznałaby nawet w samym sercu dżungli. Głupie serce zachowało się jak zwykle. Otworzyła oczy i spojrzała na Severusa Snape'a, który patrzył na nią ze swoim zwykłym szyderczym uśmieszkiem.
- Przestraszył mnie pan, profesorze. Myślałam że ktoś przedostał się do zamku – spojrzała prosto w jego czarne oczy które w blasku nikłego światła błyszczały niezwykłym blaskiem.
- O tym właśnie mówię. Czarno widzę spacyfikowanie tych idiotów jeżeli wszyscy będziecie tchórzyć widząc pierwszy lepszy cień w mroku – odrzekł, po czym wcisnął jej różdżkę w dłoń, odwracając wzrok i patrząc znów w tarczę księżyca.
- Bez obaw, profesorze. Jakby pan zapomniał, już nie raz udowodniłam że odwagi mi nie brakuje – odrzekła pewnie dziewczyna, nie spuszczając z niego wzroku, jednak on nie zaszczycił jej nawet krótkim spojrzeniem, zamiast tego uparcie zaciskał dłonie na barierce.
- I pychy również ci nie brakuje, Granger – rzekł, nie zmieniając swojej pozycji. Po chwili wahania Hermiona podeszła bliżej i zajęła miejsce przy jego boku. Snape poderwał się i spojrzał na nią zaskoczony, lecz natychmiast odwrócił głowę.
- W zasadzie to dobrze że pana tu spotkałam bo chciałam podziękować – zagaiła, tak jak on wpatrując się w niebo.
- Za co?
Za dotychczasową pomoc. I, przede wszystkim, za to że pochwalił mnie pan przed profesor McGonagall.
- Wykonywałem po prostu swoje obowiązki. A co do pochwały to musiałem coś powiedzieć, inaczej ta wiedźma by nie odpuściła.
Hermiona powstrzymała się od parsknięcia śmiechem. On był niereformowalny.
- Mimo wszystko dziękuję – rzekła, na co w odpowiedzi otrzymała tylko prychnięcie. Znów stali przez kilka minut ramię w ramię, oświetlani jedynie nikłą poświatą księżyca. Co jakiś czas Hermiona zerkała na towarzysza, lecz na jego twarzy gościło jedynie zamyślenie. Nagle zerwał się wiatr, podrywając rozpuszczone włosy dziewczyny i rzucając je na twarz mężczyzny. Snape drgnął i odwrócił się w jej kierunku, odruchowym gestem łapiąc niesforny kosmyk i czułym gestem wkładając go za jej ucho, deliatnie muskając jej twarz. Spojrzał jej przy tym w oczy z taką czułością, że dziewczyna zadrżała, a na jej twarz wypłynął rumieniec. „Zdradziłem się!” - powiedziały jego oczy. „Tak!” - odparły oczy Hermiony. Jego maska opadła całkowicie, a serce Hermiony waliło jak oszalałe i wydawało się że wyskoczy z piersi. Czuła jego oszałamiający zapach i całkiem się w nim zatraciła. Jęk zawodu wyrwał się z jej piersi gdy zreflektował się, pospiesznym gestem odsuwając dłoń i wręcz odskakując od niej na kilka kroków jak oparzony. Romantyczny nastrój uleciał daleko stąd. Hermiona poczuła jak łzy napływają jej do oczu.
- Dlaczego mi to robisz?! Czemu się mną bawisz?! - wykrzyknęła rozpaczliwie, patrząc na niego załzawionymi oczami. Drgnął, po czym spojrzał na nią pytającym wzrokiem.
- Co masz na myśli? - odparł, ignorując w zupełności fakt że zwróciła się do niego bez zwyczajowych grzecznościowych formułek.
- Co ja mam na myśli?! Czy ty siebie słyszysz, człowieku?! Najodważniejszy człowiek jakiego znam, a boi się mówić o uczuciach więc zachowuje się jak tchórzliwy szczeniak!
W jednym długim kroku znalazł się przy niej i wbił w nią intensywne spojrzenie swoich czarnych oczu, łapiąc ją oburącz za ramiona. Następnie wplótł swoje palce w jej włosy, przyciągnął ją do siebie i delikatnie, jakby niepewnie musnął swoimi bladymi wargami jej usta. Po pierwszym szoku dziewczyna oddała pocałunek z pasją, o jaką nigdy by nie podejrzewał Gryfońskiej Królowej Biblioteki. Dotyk jego chłodnych ust działał na nią tak, że chciała go więcej i więcej. Objęła go ramionami i bezwiednie wodziła dłońmi po jego plecach. Mężczyzna przyciągał ją do siebie mocniej i pogłębił pocałunek, rozkoszując się smakiem jej ust.
- Severusie... - wyszeptała, kiedy na moment oderwali się od siebie. - Ja... - jednak nie dane jej było dokończyć, bo nagle długi blady palec znalazł się na jej ustach nakazując ciszę. Snape oprzytomniał i odsunął się od niej na długość ramienia, a następnie spojrzał na nią ponownie, bez śladu uczuć na twarzy.
- Wybacz, mi to co muszę to zrobić. Nie jestem dla ciebie odpowiednim mężczyzną, a dzięki temu będziesz dalej żyła w spokoju – powiedział głosem wypranym z emocji, patrząc prosto w jej brązowe oczy.
- Co ty chcesz... - nie zdążyła powiedzieć nic więcej, ponieważ Snape w mgnieniu oka skierował na nią swoją różdżkę, szepcząc”obliviate”. Kiedy tylko promień dosięgnął jej głowy nie było już nic poza wszechogarniającą ciemnością.

wtorek, 21 lutego 2017

ROZDZIAŁ 16

Witam po raz kolejny i zapraszam na rozdział 16 :)


***

Następnego ranka Severus Snape wstał z łóżka i wziął długi prysznic. Z całych sił starał się nie myśleć o wydarzeniach z wczorajszego wieczoru, jednak było to o tyle trudne że prędzej czy później nadejdzie konfrontacja z Minerwą i, oczywiście, z Granger. Zastanawiał się jak wyjść z twarzą z tej żenującej sytuacji. Sam nie wiedział co w niego wczoraj wstąpiło. Owszem, namawiany przez Artura wypił trochę Ognistej, ale nie była to aż tak powalająca ilość żeby tłumaczyła jego zachowanie. Miał również lekkie wyrzuty sumienia że naraził Bogu ducha winną Granger na pośmiewisko – przecież bez wątpienia wszyscy widzieli jak długo trwał ich taniec. Kierując się z łazienki do sypialni stwierdził że najlepszym wyjściem będzie nie robienie absolutnie nic. Jeżeli teraz zacząłby się komukolwiek tłumaczyć to tylko pogorszyłby sprawę. A jeżeli zostawi wszystko własnemu biegowi to cała afera rozejdzie się po kościach – poplotkują i przestaną. Zresztą nigdy nie przejmował się tym co mówią na jego temat inni, więc dlaczego miałby to robić tym razem? Tak, to będzie najlepsze wyjście.
Kolejna - trudniejsza - sprawa, Granger. Dziewczyna pomyślała sobie pewnie Bóg wie co. Severus'owi przemknęła przez głowę myśl że być może wypadałoby ją przeprosić i jakoś się wytłumaczyć, ale nie bardzo wiedział co miałby jej powiedzieć. Wczorajszego wieczora wyglądała... inaczej niż zwykle, i Severus pomyślał że po prostu jego podświadomość w ten przedziwny sposób zadziałała na wdzięki młodej kobiety. Ale przecież nie powie jej tego że w jej obecności... Nie nie nie. Najlepiej będzie gdy ograniczy z nią kontakty do absolutnie niezbędnego minimum. Zapobiegnie wtedy głupim plotkom, domysłom i reakcjom swojego spaczonego umysłu.
Stojąc przed szafą i zapinając swoją ulubioną czarną koszulę usłyszał pukanie. Przez chwilę zdjął go strach że to Granger, ale czego miałaby tu teraz szukać? Niespiesznym krokiem udał się w stronę drzwi, po drodze dopinając pasek spodni.
- Witaj, Severusie! Już wyspany? - Minerwa jak zwykle promieniowała niezdrowym entuzjazmem.
- Jak widać... – odparł i podążył za nią do salonu. Starsza czarownica rozsiadła się wygodnie w fotelu i utkwiła w nim swój wzrok.
- Dlaczego nic mi wcześniej nie powiedziałeś? - wykrzywiła usta jak obrażona dziewczynka.
- O czym?
- O tym że coś się dzieje między tobą a Hermioną.
- Hmm, niech pomyślę... - zastanowił się Severus. - Może dlatego że nic się nie dzieje?
- Taa, akurat. Widziałam wczoraj wasz taniec – odparła McGonagall. Severus spojrzał na nią ze wściekłą miną, lecz ta niezrażona kontynuowała: - Wiesz, ja jako pracodawca was obojga nie mam nic przeciwko, oczywiście o ile nie będziecie zaniedbywać swoich obowiązków i...
- Do cholery jasnej! - wybuchnął. - Ile razy mam jeszcze powtórzyć że nic nie ma między mną i Granger! Jakbyś nie zauważyła to jestem od niej sporo starszy i jakbym się mocno postarał to mógłbym być jej ojcem! Nie widzisz w tym nic niestosownego?!
- Uspokój się Severusie. Jeżeli nie chcesz o tym rozmawiać to oczywiście dam ci spokój – roześmiała się na widok ulgi na twarzy mężczyzny. - Ale to nie zmienia faktu że byłoby miło gdybyś sobie kogoś znalazł. Z Hermioną bylibyście świetną parą i...
Severus zazgrzytał zębami i walnął pięścią w fotel.
- Nie potrzebuję nikogo! Jest mi bardzo dobrze samemu! - wstał i po raz kolejny złamał postanowienie nalewając sobie szklaneczkę Ognistej. Kiedy tylko przebrzmiały jego słowa Severus zdał sobie sprawę jak wierutne jest to kłamstwo. Minerwa patrzyła na jego zaciętą minę ze współczuciem.
- Severusie... Myślę że już najwyższy czas żebyś pochował Lily i zaczął żyć własnym życiem...
Mężczyzna spojrzał na nią ostro.
- Pochowałem ją dawno temu, a dokładnie w dniu gdy wybrała Potter'a – upił łyk trunku i  zdziwił że wspomnienia przywołane przez Minerwę już go nie bolą. Przełknął i kontynuował: - W kwestii Granger mam jeszcze jedną rzecz do omówienia. Przekaż jej że już nie potrzebuje korepetycji z eliksirów. Możesz nawet powiedzieć że ją pochwaliłem, niech stracę – wzruszył ramionami. Poza tym nie chcę już jej pomagać w dyżurach. Wie już co i jak więc moja obecność jest zbędna.
- Ale dlaczego?
- Po prostu uważam że już tego nie potrzebuje. Da radę sama.
- Wolałabym jednak żebyś ją dopilnował przynajmniej do końca roku szkolnego.
- Nie ma takiej konieczności.
- Jednakże...
- Nie – Severus postanowił przerwać tę bezsensowną wymianę zdań. - Jeżeli się nie zgodzisz to jeszcze dziś znajdziesz na biurku moje wypowiedzenie.
McGonagall wpatrywała się w niego z wyrazem szoku wypisanym na twarzy. W końcu przemówiła:
- Co w ciebie wstąpiło Severusie? Oczywiście nie zwolnię cię z takiego powodu, ale w dalszym ciągu nie rozumiem twojej decyzji.
- Nie wiem co w tym trudnego do zrozumienia. I najlepiej będzie jak zakończymy ten temat. Wybacz ale mam jeszcze trochę pracy – muszę sprawdzić eseje siódmoklasistów więc sama rozumiesz...
Severus obserwował ze spokojem jak kobieta wstaje i kieruje się w stronę drzwi. Kiedy tylko te się za nią zamknęły cisnął trzymaną szklanką w ogień kominka, po czym usiadł i ukrył twarz w dłoniach. „Jesteś żałosny, Severusie Snape. Żałosny, i do tego jeszcze nienormalny” - pomyślał.


***

Po raz kolejny w życiu poznała co znaczy bezsenna noc. Zrezygnowana Hermiona zwlokła się z łóżka i udała się w stronę łazienki, celowo unikając patrzenia w lustro. Za wszelką cenę starała się nie myśleć o wydarzeniach z poprzedniego wieczoru. Gdyby jednak to było takie proste... Przed oczami wciąż stały jej wpatrujące się w nią intensywnie czarne tęczówki Snape'a. Mimowolnie zadrżała i przesunęła palcem po miejscu na karku gdzie jego chłodne usta zetknęły się z jej skórą. Wciąż jej się zdawało że czuje jego silne ramiona i że owiewa ją oszałamiający zapach jego perfum. Z zadumy wyrwało ją donośne pukanie do drzwi. Pospiesznie narzuciła na siebie szlafrok i udała się w ich kierunku.
- Cześć Hermiono – Ginny jak zwykle energicznie weszła do jej salonu i usiadła na sofie. Jednak kiedy zmierzyła wzrokiem strój przyjaciółki stropiła się lekko. - Jesteś sama?
Hermiona uniosła jedną brew w wyrazie zdziwienia.
- Tak. A kto niby miałby u mnie być zaraz z rana?
Ginewra odchrząknęła lekko.
- Właśnie o tym przyszłam porozmawiać.
Hermiona zdrętwiała. No tak. No tak. Mogła się spodziewać że Ginny będzie chciała znać prawdę po tym co się wydarzyło. Każdy przecież widział przedstawienie jakie odstawili. Hermiona westchnęła lekko, po czym zajęła miejsce obok przyjaciółki i spojrzała na nią z oczekiwaniem.
- Słucham Gin.
- Wiesz, sama nie wiem jak mam zacząć.
- Najlepiej od początku – odrzekła Hermiona, wygładzając nerwowo fałdkę na szlafroku.
- Dobrze, więc powiem prosto z mostu: co cię łączy ze Snape'm? Tylko nie kręć, widziałam co się wydarzyło wczoraj.
- To nic takiego...
- Taaaak, jasne. I dlatego wczoraj wybiegliście oboje jak oparzeni po tym jak cię cmoknął w szyję.
- To też widziałaś... - wymsknęło się Hermionie, a jej twarz przybrała kolor dojrzałego pomidora.
- Aha, mam cię. To teraz opowiadaj.
- Ale to prawda Ginny. Nic nas nie łączy, ale...
- Tak? - zainteresowała się rudowłosa. Hermiona spuściła wzrok i z zainteresowaniem oglądała swoje dłonie.
- Od kiedy razem pracujemy nad eliksirami zauważyłam że działa na mnie w jakiś przedziwny sposób... tak jak nikt wcześniej... Kiedy nas uratował dostrzegłam że on tylko skrywa się pod maską sarkazmu i obojętności, a tak naprawdę jest całkiem inny... Gin, ja naprawdę tego nie planowałam i nie wiem co mam teraz z tym zrobić... A jeszcze na dodatek ta sprawa ze Śmierciożercami... - Hermiona ukryła twarz w dłoniach.
- Boże, Herm... Nie myślałam że to aż tak... - Ginny objęła przyjaciółkę ramieniem. - On o tym wie? Myślisz że on też...?
Hermiona podniosła się i skierowała zaczerwienione oczy na przyjaciółkę.
- Nie wiem... Od jakiegoś czasu wydawało mi się że patrzy na mnie jakoś inaczej, że coś... Ale myślałam że to tylko wymysł mojej chorej wyobraźni... A przynajmniej do wczoraj tak myślałam... Teraz już niczego nie jestem pewna. A co ty o tym myślisz? - Hermiona spojrzała na przyjaciółkę z nadzieją.
- Wiesz, nie będę ukrywać że jestem w lekkim szoku i nie wiem co mogę ci doradzić. Snape to cholernie ciężki przypadek, ale to sama wiesz najlepiej. Ale powiem ci że wczoraj wyglądaliście na bardzo... zżytych, jeżeli wiesz co mam na myśli. Dobrze że większość gości była tak wstawiona że nic nie zauważyli. W zasadzie tylko ja i McGonagall byłyśmy w stanie cokolwiek zauważyć – Ginny zachichotała, a Hermiona odetchnęła z ulgą. Czyli jednak przedstawienie nie było aż tak spektakularne jak początkowo myślała. Ginewra kontynuowała: - Cóż, oczywiście nie mam ci niczego za złe. Miłość nie wybiera. Ale jeżeli cię zrani to mnie popamięta.
- Gin, tu prawdopodobnie nie ma mowy o miłości – Hermiona znów posmutniała. Ginny westchnęła i pomyślala że ona sama jest ogromną szczęściarą  że jej własny mąż jest znacznie prostszy w obsłudze.
- Myślę że powinnaś poczekać na jego ruch. Pracujecie razem więc jeżeli coś do ciebie czuje to prędzej czy później się ujawni. Przynajmniej będziesz wiedziała na czym stoisz...
- Echh... - westchnęła Hermiona. - Ale się wpakowałam...
- Nie martw się. Wszystko się ułoży – Ginny uściskała przyjaciółkę, a Hermiona po raz enty podziękowała w duchu za to że ją ma.

***

Ginewra Potter już dawno nie była w takim szoku jak po rozmowie z Hermioną tego dnia. Możliwe że trochę naiwnie wierzyła że to co działo się na imprezie jej rodziców tak naprawdę nie miało miejsca. Ale kiedy jej przyjaciółka dziś praktycznie potwierdziła że coś jest na rzeczy pierwszą myślą jaka przyszła jej do głowy było to że świat staje na głowie. Hermiona i Snape! To tak jakby zestawić razem ogień i wodę! To nie miało prawa się udać, pomijając nawet fakty tak oczywiste jak różnica wieku. Przecież Snape to najgorszy dupek w dziejach świata. Owszem, podczas wojny działał po jasnej stronie frontu i teraz też robi co może żeby zapobiec temu co planuje Malfoy i jego poprzecznicy, ale to nie zmienia jego paskudnego charakteru. Biedna Hermiona!
Ginny miała lekkie wyrzuty sumienia że nie uświadomiła przyjaciółki o beznadziejności tej sytuacji, ale po prostu nie miała serca tego zrobić. Ledwo pozbierała się po tej historii z nieszczęsnym ślubem a tu znów wpadła jak bezoar w eliksir. Trzeba będzie ją wspierać, cokolwiek się wydarzy. W końcu taka jest rola przyjaciół.

poniedziałek, 6 lutego 2017

ROZDZIAŁ 15

Witam ponownie :)
Dziś przybywam do Was z z rozdziałem 15 w którym "coś" w końcu się zaczyna - ciekawych zapraszam do lektury :)
Dziękuję za wszystkie komentarze i tradycyjnie proszę o kolejne.
Pozdrawiam :)


***
 „Przeklęta, po stokroć przeklęta Minerwa” - myślał Snape, siedząc za stołem w kuchni Weasley'ów. Odczuwał prawdziwą ochotę żeby zabić ją za to że zaciągnęła go na to durne przyjęcie – zgodził się tylko i wyłącznie dlatego że zagroziła że zlikwiduje dom Slytherinu w Hogwarcie, a wszystkich Ślizgonów wcieli do Hufflepuff'u. Na zarzut Severusa że dyrektorem nie powinna być osoba która ma za nic tradycje i zwyczaje szkoły, kobieta spojrzała na niego ze złośliwym uśmieszkiem i odparła że nauczycielem nie powinna być osoba nie posiadająca minimalnych umiejętności i predyspozycji do życia w społeczeństwie. Dlatego właśnie Severus był zmuszony wybrać się do Weasley'ów – tylko i wyłącznie dlatego by udowodnić tej starej wiedźmie że jest osobą nie tylko kulturalną, ale i niezwykle towarzyską.
Przybywszy na miejsce w towarzystwie sprawczyni całego zamieszania od razu zirytował się wszechobecnym gwarem i krzykami dzieciarni. Och, jak marzył o tym by znaleźć się z powrotem w swoich komnatach w towarzystwie ukochanych ksiąg! Spojrzawszy w kierunku stołu skrzywił się z irytacją dostrzegając pośród rudości Pottera, jednak bardziej zaskoczył go widok Granger. U licha, co ta dziewucha tutaj robiła? Przecież po tym pożal się Boże ślubie powinna unikać wszystkich Weasley'ów jak ognia, a tymczasem siedzi pomiędzy nimi i gawędzi jak gdyby nigdy nic? Pewnie miłosierni Weasley'owie sami ją tu ściągneli aby przywrócić zbłąkaną owieczkę do dawnego stada. Severus pomyślał że niektórzy nie mają za grosz honoru. Ale w końcu to nie był jego problem, więc nie zamierzał się tym dłużej zajmować. Z nachmurzoną miną obserwował wszystkich obecnych, jednak jego wzrok mimowolnie skupiał się na Granger. Severus czuł jak na przemian robi mu się gorąco i zimno. Przeklęta baba. Po cholerę się tak wystroiła? Jakim prawem ona wygląda tak jak wygląda? Po prostu nie mógł uwierzyć własnym oczom. W jego pamięci funkcjonowała wciąż jako przemądrzała uczennica, siedemnastoletni podlotek który był wiecznie zaczytany w książkach, a ostatnio jako nowa współpracownica na którą nie zwraca się większej uwagi. Jednak dziś na przyjęciu Weasley'ów ujrzał młodą kobietę, która na domiar złego była naprawdę piękna. Jej zazwyczaj rozczochrane włosy były teraz lekko falowane, co zdecydowanie było korzystne dla jej wyglądu. Brak zwykłej szaty również nadawał jej innego, wręcz pociągającego wyglądu. Co więcej, dopiero teraz zauważył że była niesamowicie pewna siebie, co było całkiem różne od jej niedawnego zachowania. Z niemalże rozrzewnieniem wspominał czasy gdy była uczennicą - wtedy byle komentarzem lub nawet wściekłym spojrzeniem można ją było doprowadzić do stanu przedzawałowego. Wtedy nie byłoby możliwości żeby myślał o niej w taki sposób w jaki teraz to robił. Czuł się z tym naprawdę... dziwnie. Severus zbeształ się w myślach. Doskonale wiedział że takie myśli są co najmniej nieodpowiednie. Lepiej będzie gdy skupi się na obiecującej zawartości półmisków stojących na stole. Potrawy wychodzące spod ręki Molly Weasley zawsze nie miały sobie równych, więc Severus całą swoją uwagę postanowił poświęcić degustacji. Przynajmniej taki będzie pożytek z tej całej imprezy. Na Ognistą nawet nie spojrzy – to obiecał sobie już kilka dni temu i póki co udało mu się dotrzymać tego postanowienia.
Siedząc pomiędzy tym niedoszłym wilkołakiem a zdekompletowaną połową duetu miłośników kretyńskich dowcipów po początkowym lekkim dyskomforcie zdecydował się rozluźnić. Jednak kiedy miał sięgnąć po kolejny kawałek ciasta omal się nie udławił. Zobaczył bowiem jak ten kretyn Weasley szturcha Granger, która po chwili znika wraz z nim za drzwiami wyjściowymi. No proszę, proszę. Severus uśmiechnął się złośliwie. Przeczuwał że dopiero teraz zacznie się prawdziwa impreza – mógł się założyć że rozmowa tej dwójki zakończy się skandalem. Z uniesioną brwią obserował Ginewrę już-nie-Weasley która natychmiast poderwała się z miejsca i podbiegła do okna.
- Harry, może lepiej weź różdżkę i pójdź za nimi. Boję się że zrobią sobie krzywdę... - powiedziała, patrząc z niepokojem na podwórze.
Potter spojrzał na żonę i machnął ręką.
- Nie martw się Gin. Oboje są dorośli i nie muszą się uciekać do przemocy żeby się dogadać.
- Ginny ma rację, Harry. Mimo wszystko proszę cię żebyś tam poszedł. Będę spokojniejsza – Molly włączyła się do rozmowy i stanęła przy oknie obok córki.
- Ależ nie ma takiej potrzeby, pani Weasley. Proszę się nie martwić, włożyłam Ron'owi do kieszeni talizman na gnębiwtryski więc wszystko będzie dobrze. Nie przeszkodzą w ich rozmowie – rzekła Lovegood. Severus omal nie parsknął śmiechem kiedy Molly, jej córka i Potter spojrzeli na siebie, a następnie na blondynkę która rozmarzonym wzrokiem wpatrywała się w obraz wiszący na ścianie. Lovegood była po prostu niereformowana.
A potem się zaczęło. Granger i Weasley wpadli do kuchni obrzucając się inwektywami, lecz naprawdę groźnie zrobiło się gdy Granger zwinnie dopadła do chłopaka i przystawiła mu różdżkę do gardła. Severus pomimo przemożnej chęci zobaczenia tego jak dziewczyna testuje klątwy na tym idiocie, postanowił zainterweniować. Tak dla zasady. Bo przecież nie martwił się o to że Weasley pomimo oczywistych braków w inteligencji może zrobić krzywdę Granger. Po prostu nie chciał psuć rocznicy Molly i Artura. Kiedy już praktycznie trzymał różdżkę w dłoni, miał okazję zobaczyć jak Weasley obłapia Granger jak nie przymierzając diabelskie sidła, a potem oboje siadają i zaczynają się idotycznie śmiać. Severus prychnął z irytacją. Żenujące przedstawienie. Po prostu brak słów.


***
Gdy Hermiona nieco ochłonęła po wydarzeniach na początku przyjęcia nie mogła wprost uwierzyć że wszystko potoczyło się tak gładko. Teraz siedziała wśród starych przyjaciół i czuła się prawie tak jak dawniej. Pozwolili jej chociaż na chwilę zapomnieć o problemach. Wieczorem, kiedy dzieci zostały ułożone do snu, towarzystwo z lekka się rozluźniło, na co wpływ miała niewątpliwie lejąca się strumieniami Ognista. W pewnym momencie rozweselony Artur Weasley pobiegł do swojej pracowni i po chwili wniósł do pomieszczenia mugolski odtwarzacz CD.

- Arturze, co to ma znaczyć?! - zakrzyknęła Molly. - Co to za ustrojstwo? I skąd to masz?
- Mugole nazywają to odtwarzaczem muzyki – odrzekł podekscytowany pan Weasley. - Kupiłem to od jednego handlarza. Był zepsuty, ale udało mi się go naprawić i nieco ulepszyć za pomocą magii. Zobaczcie, podnosi się tą klapkę i wkłada się takie srebrne plastikowe kółko na którym zapisana jest muzyka. Fascynujące!
- Ten człowiek zwariował! - pani Weasley złapała się za głowę.
- To miała być niespodzianka – odrzekł niepewnie Artur. - Pomyślałem że będzie można trochę potańczyć przy muzyce z tego urządzenia.

- Ech, niech ci będzie – poddała się Molly i spojrzała na niego z uśmiechem. Wniebowzięty pan Weasley wyciągnął z pudełka srebrzystą płytę, po czym nacisnął przycisk. Najpierw dało się słyszeć głośne trzaski, lecz po kilku sekundach z głośników popłynęły łagodne dźwięki. Pan Weasley szarmancko skłonił się, po czym wyciągnął dłoń w kierunku żony. Zewsząd rozległy się brawa. Wszyscy patrzyli z zachwytem na gospodarzy tańczących na środku w rytm piosenki z ich młodości. Rozpromieniona Molly nuciła pod nosem refren: And then I go and spoil it all by saying something stupid like I love you”*. Po chwili dołączyły do nich inne pary. Hermiona jako jedna z nielicznych pozostała przy stole I z zachwytem obserwowała tańczących. Oprócz niej na miejscu pozostał jedynie Snape, który był wyraźnie zdegustowany tym że musi tu być.

Hermiona poczuła lekkie uczucie zazdrości i wzruszenia patrząc na objętych Potter'ów, wszystkich synów państwa Weasley z partnerkami oraz inne pary wirujące na parkiecie. Po kilku minutach piosenka przeszła w szybką, energiczną melodię, a Hermiona została pociągnięta na parkiet przez Harry'ego, potem przez wszystkich braci Weasley i samego pana Weasley'a. Po jakimś czasie zabrzmiała znów nastrojowa melodia walca, więc parkiet znów zaroił się od objętych par. Zgrzana i lekko zmęczona tańcem Hermiona wróciła na swoje miejsce i sięgnęła po butelkę whiskey, nalała sobie do pełna i szybko wypiła. Po tańcach z partnerami o tak różnych sposobach bycia i temperamentach musiała przez chwilę odsapnąć.
- Ostra z ciebie zawodniczka, Granger – Hermiona poderwała głowę I spojrzała w kierunku Snape'a, który obserwował ją z ironicznym uśmiechem. Jego czarne oczy wpatrywały się w nią intensywnie i musiała bardzo mocno się postarać żeby nie siedzieć z otwartymi ustami jak idiotka.
- I kto to mówi, profesorze – zaśmiała się. - Chociaż nie, pan przecież woli piwo kremowe.
- To nie twoja sprawa co wolę a czego nie – warknął Nietoperz, w dalszym ciągu taksując ją wzrokiem.
- I vice versa – mruknęła Hermiona, po czym zaczęła nucić melodię aktualnie granej piosenki.
- A ty Granger? Już nie tańczysz? - usłyszała po chwili.
- Cóż, już potańczyłam, a poza tym póki co nikt mnie nie poprosił – odrzekła. - A pan?
- Cóż, póki co ja nikogo nie poprosiłem – odrzekł z krzywym uśmiechem, który osoba postronna wzięłaby za grymas wściekłości.
- Ach, no tak – zaśmiała się Hermiona. Przez chwilę oboje siedzieli w milczeniu. Tym razem to Hermiona przemówiła.
- Ciekawa jestem czy jest pan dobrym tancerzem – rzuciła mu wyzywające spojrzenie. Snape spojrzał na nią z błyskiem w oku który zdecydowanie nie zwiastował niczego dobrego.
- Chcesz się przekonać? - zapytał, i ignorując zszokowaną minę Hermiony odstawił kieliszek, stając przed nią. Nastepnie skłonił się szarmancko, wyciągając dłoń w jej kierunku. - Więc jak będzie, Granger? Dasz się porwać? Czy może tchórzysz?
Kiedy dziewczyna otrząsnęła się z pierwszego szoku, niewiele myśląc podała mu dłoń. Snape pociągnął ją w kierunku parkietu a kiedy już się tam znaleźli wprawnym ruchem okręcił ją wokół własnej osi, po czym drugą dłoń położył na jej talii i zdecydowanym ruchem docisnął ją do siebie. Z odtwarzacza popłynęła właśnie nastrojowa piosenka, a na parkiecie zrobiło się nieco luźniej. Jednak ani Snape, ani Hermiona zdawali się tego nie zauważać. Dziewczyna musiała przyznać że był doskonałym tancerzem – prowadził ją pewnie w rytm starego mugolskiego utworu “Sway”**, jednej z jej ulubionych piosenek. Sama się sobie dziwiła że w jego towarzystwie czuła się tak swobodnie – zupełnie tak jakby znalazła się we właściwym miejscu, tym którego szukała przez całe życie. Spojrzała na Snape'a który również obdarzył ją głębokim spojrzeniem czarnych oczu. Gdy ich spojrzenia się spotkały, serce Hermiony zaczęło walić jak oszalałe. Wyczuła że Snape lekko się spiął i na moment zgubił krok. Chcąc ukryć zmieszanie obrócił ją wokół własnej osi i tym razem znacznie zluźnił uścisk.
- Muszę przyznać że daje pan radę – Hermiona ocknęła się pierwsza. - Gdzie nauczył się pan tak tańczyć?
- Tańca nie da się tak po prostu nauczyć – odrzekł Snape. - Do tego potrzebne jest też wyczucie, słuch i coś co niektórzy nazywają wrodzonym talentem – spojrzał na nią z łobuzerskim błyskiem w oku, po czym ponownie ją okręcił.
- Jest pan skromny jak zwykle – zachichotała dziewczyna, jednak zaraz potem tego pożałowała ponieważ została niemalże brutalnie złapana w talii i uniesiona kilka stóp nad ziemią. Musiała się przytrzymać ramienia Snape'a żeby nie zaliczyć spektakularnego fikołka na środku salonu Weasley'ów.
- Ja zawsze jestem skromny. Zapamietaj to Granger – mruknął Snape prosto do jej ucha. Hermiona zadrżała, a on kontynuował. - Natomiast jeżeli chodzi o twoje umiejętności taneczne to nie jest źle, ale potrzebujesz nieco praktyki.
Hermiona ponownie zadrżała, czując jego gorący oddech na skórze. Jednak to co Snape zrobił zaraz potem sprawiło że niemalże spłonęła żywym ogniem. Dociskając ją bardziej do siebie, przeniósł usta z okolic jej ucha na szyję, po czym złożył tam delikatny pocałunek. Następnie oderwał się od niej jak oparzony, spojrzał na nią lekko nieprzytomnym wzrokiem, lecz natychmiast przybrał na powrót swój nietoperzy wyraz twarzy. Cofnął się o krok i wciąż lekko drżąc skłonił się.
- Dziękuję za taniec, panno Granger – rzekł, po czym wybiegł z domu trzaskając drzwiami na pożegnanie.

Hermiona wciąż nie mogła otrząsnąć się z szoku po tym co zaszło. Zarumieniona spojrzała w kierunku stołu, gdzie napotkała zdziwione spojrzenia wszystkich którzy akurat się tam znajdowali. Dziewczyna dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego że na parkiecie cały czas było dosłownie kilka osób, więc ich taniec musiał zostać zauważony. Hermiona zdrętwiała. “No pięknie, to się wpakowałaś. Kolejne udane przedstawienie, należą ci się brawa idiotko” - pomyślała. Niewiele myśląc wróciła do stołu i pod uważnymi spojrzeniami przyjaciół zabrała swoje rzeczy. Podeszła do osłupiałych państwa Weasley i podziękowała im za gościnę, a następnie unikając spojrzeń pozostałych wyszła szybkim krokiem na podwórko aby czym prędzej aportować się z tego miejsca. Idąc hogwarckimi korytarzami wciąż miała w uszach szept pewnego mężczyzny, który samym swoim dotykiem wywoływał w jej żołądku dzikie sensacje. Po dzisiejszym dniu dwie rzeczy wiedziała na pewno. Po pierwsze, Snape działa na nią w taki sposób w jaki nie działał na nią żaden inny facet w całym jej życiu. I po drugie, pomimo jego doskonałej umiejętności ukrywania uczuć dziś pokazał że ona też nie jest mu całkowicie obojętna. Wchodząc do swoich komnat i kładąc się w ubraniu na łóżku Hermiona sama już nie wiedziała czy powinna się z tego cieszyć, czy też uciekać jak najdalej stąd.


* Piosenka do której tańczyli państwo Weasley'owie: „Something stupid” https://www.youtube.com/watch?v=azD62fSZHG4

** Piosenka do której tańczyli Hermiona i Severus: „Sway” https://www.youtube.com/watch?v=eFIx6ysnFqQ

Mrs Black bajkowe-szablony