piątek, 30 czerwca 2017

ROZDZIAŁ 21

Wylądowali przed wyraźnie zaniedbanym, starym domostwem. Zdziwiona Hermiona rozejrzała się po mugolskim osiedlu i skierowała na Snape'a pytające spojrzenie.
- Witam na Spinner's End. Jesteśmy przed moim rodzinnym domem – po czym zaczął lewitować wciąż spetryfikowaną Veronicę do domu.
Kiedy już całą trójką znaleźli się w salonie, Snape zaczął ponownie tego dnia wymachiwać różdżką, mrucząc zaklęcia ochronne. Następnie zdjął zaklęcie paraliżujące z dziewczyny, która w mgnieniu oka stanęła na równe nogi i w panice zaczęła grzebać w kieszeniach.
- Tego szukasz? - zagaił Snape, trzymając w dłoni jasnobrązową różdżkę.
- Oddaj mi to! - wrzasnęła Veronica, patrząc ze strachem na mężczyznę.
- Oddam, ale najpierw musimy porozmawiać. Tak jak mówiłem nie chcemy zrobić ci krzywdy. Jeżeli będziesz grzeczna wszystkiego się dowiesz.
Dziewczyna przez chwilę patrzyła na niego, jak gdyby oceniając jego prawdomówność, po czym niepewnie usiadła na wysłużonej kanapie. Snape zajął miejsce w stojącym naprzeciwko równie wiekowym fotelu, a Hermiona niewiele myśląc zdecydowała się przysiąść obok niego na oparciu, na co mężczyzna się lekko wzdrygnął. Szybko jednak przeniósł uwagę na ich gościa.
- Dobrze, więc jeszcze dla formalności – nazywasz się Veronica Smith, a twoja matka to Julia Riddle-Smith?
- Zgadza się – przytaknęła niepewnie dziewczyna. - A wy kim jesteście?
- W tej chwili to nie jest istotne. Co wiesz na temat osoby podającej się za Lorda Voldemorta?
- Cóż...  uczyliśmy się o nim na historii magii, wiem też że kilka lat temu znów powrócił do sił, ale został pokonany przez Harry'ego Potter'a  – wzruszyła ramionami. - W dalszym ciągu nie rozumiem czego ode mnie chcecie.
- Wydajesz się być inteligentną dziewczyną więc powiem prosto z mostu: Voldemort, a raczej Tom Riddle, był przyrodnim bratem twojej matki. I właśnie z tego powodu grozi ci wielkie niebezpieczeństwo.
Veronica wytrzeszczyła oczy i najwyraźniej zabrakło jej słów. 
- Ale jak to? Z tego co wiem moja mama nie miała rodzeństwa, a przynajmniej tak mówili moi przybrani rodzice.
Hermiona postanowiła włączyć się do rozmowy.
- O ile nam wiadomo nie mogła wiedzieć że ma przyrodniego brata. Twój dziadek skrzętnie ukrywał swój poprzedni związek.
Veronica zamyśliła się.
- Ale chwileczkę... przecież ten cały Voldemort nie żyje, tak? Co więc może mi grozić?
- Dawni poplecznicy Voldemorta dotarli do starożytnych zaklęć które mogą przywracać do życia, ale tylko pod warunkiem że będą mieli do dyspozycji kogoś z rodziny danej osoby – rzekła Hermiona, zerkając na Snape'a niepewnie.
- Przecież jestem jego daleką rodziną! Moja matka była tylko jego przyrodnią siostrą! - krzyknęła Veronica.
- Czy ty nie rozumiesz, głupia dziewucho, że to oznacza że będą chcieli cię zabić?! Starożytna magia w większości przypadków polega właśnie na tym, a Śmierciożercy nie są ludźmi którzy przebierają w środkach – skrzywił się lekko.
- Nie obrażaj mnie, ty, ty... - wrzasnęła Veronica wstając na równe nogi i patrząc na Snape'a wyzywająco. Severus prychnął śmiechem.
- I co mi zrobisz bez tego patyczka? - parsknął, obserwując wściekłą dziewczynę zajmującą na powrót swoje miejsce. 
- Dobrze, powiedzmy że wam wierzę – odrzekła Veronica. - Co więc możecie mi zaproponować?
- Ukryjemy cię w bezpiecznym miejscu – powiedziała Hermiona. 
- Nie sądzę aby to było konieczne. Potrafię o siebie zadbać, już wykiwałam kilku tych waszych, jak im tam, Śmierciożerców. W pubie ostatnio kręciło się paru podejrzanych typów, ale żaden mnie nie odnalazł.
- Eliksir wielosokowy, świetny pomysł. Szkoda tylko że dzięki legilimencji rozgryzłem cię w kilka minut – warknął Snape.
- Grzebałeś w mojej głowie! Jak śmiesz! 
- Po pierwsze, nie przypominam sobie żebyśmy byli po imieniu. A po drugie, gdybyś była wystarczająco sprytna to przewidziałabyś że niektórzy czarodzieje są do tego zdolni. Idziesz z nami, i koniec dyskusji – dziewczyna chciała jeszcze coś odpowiedzieć ale rzucił na nią zaklęcie wyciszające, po czym kontynuował. - A teraz idź się prześpij. Pierwsze drzwi na prawo na piętrze.
Widząc że dziewczyna nie ma zamiaru się ruszyć, sam złapał ją za rękę i zaciągnął na piętro.
- Nawet nie próbuj kombinować, rzuciłem na ten dom wszystkie istniejące zaklęcia ochronne więc nie masz szans ich złamać! – krzyknął na odchodnym, zatrzaskując za nią drzwi. Usłyszeli jeszcze jak w sypialni przewraca jakiś przedmiot, po czym zaległa cisza.
Hermiona wstała i spojrzała z wyrzutem na mężczyznę.
- Mógł pan być bardziej subtelny! - wyrzuciła z siebie.
- Czyżby? Może miałem ją przytulić i pogłaskać po główce? - warknął, podnosząc się z miejsca i mierząc ją wzrokiem.
- Wystarczyłoby być trochę bardziej uprzejmym.
- Nie mam czasu na takie brednie.
- Uprzejmość to podstawowa cecha w normalnych relacjach międzyludzkich, profesorze.
- Aha, rozumiem – odparł, stając tuż przed nią. - Czyli Śmierciożerców pokonasz uprzejmością? Ciekawa taktyka. A w kwestii tej dziewuchy nie było innej opcji. Po dobroci nigdy by z nami nie poszła.
- A może jej pan nie docenia? - Hermiona cofnęła się o krok, lecz napotkała przeszkodę w postaci stolika kawowego. Upadając zdążyła jeszcze zarejestrować zaskoczenie na twarzy Snape'a, a w następnej chwili już leżała na podłodze. Z zawstydzeniem zauważyła że mężczyzna wprost zanosi się od śmiechu.
- Ciebie też nie doceniłem, Granger – wykrztusił, podając jej rękę i pomagając wstać. - Myślałem że jesteś mniej fajtłapowata niż Longbottom. Ale widocznie Gryfoni tak już mają – powiedział, wciąż ją trzymając i patrząc na nią z rozbawionym wyrazem twarzy. Ten widok był tak nietypowy że Hermiona nie była w stanie odgryźć się w jakikolwiek sposób. Zamiast tego skupiła się na głębi jego czarnych oczu, w których igrały rzadko u niego spotykane iskierki rozbawienia. Musiała również przyznać sama przed sobą że Snape bez swej odwiecznej naburmuszonej miny wygląda całkiem pociągająco. Efekt potęgował też fakt że wciąż trzymał ją za rękę. Jego bliskość wydawała się być czymś znajomym, tak jakby wcześniej już jej doświadczyła. Hermiona pomyślała że mogłaby tak stać całe wieki. Niespodziewanie mężczyzna przyciągnął ją bliżej i położył drugą dłoń na jej talii. Oddech dziewczyny przyspieszył, zakręciło jej się w głowie i niemalże zemdlała. Siłą woli powstrzymała jęk zawodu kiedy Snape puścił ją i odskoczył jak najdalej mógł, starając się nie patrzeć jej w oczy. No to pięknie.
- Muszę wysłać patronusa do Minerwy że sprawa załatwiona i jutro wracamy do Hogwartu – mruknął. Machnął różdżką i natychmiast stanęła przed nim srebrzysta wydra, która po usłyszeniu wiadomości znikła tak szybko jak się pojawiła. Hermiona spojrzała pytającym wzrokiem na towarzysza.
- Profesorze, z tego co wiem to pańskim patronusem była łania? A teraz jest nim wydra, zupełnie tak jak... u mnie... Jak to możliwe?
- Czysty przypadek – wycedził Snape, odwracając się do niej tyłem.
- Zmiana patronusa nie dzieje się ot tak sobie, i pan wie o tym równie dobrze jak ja.
- Granger, skończ z tymi pytaniami. To nie jest twoja sprawa. Lepiej idź spać, wyruszamy z samego rana.
Widząc że nic nie wskóra zrezygnowana udała się na piętro i niewiele myśląc zajęła jedną z sypialni. Jednak jej myśli krążyły wciąż wokół tego czego przed chwilą doświadczyła. Dlaczego on tak na nią działa? I ten patronus? Nagle poczuła pulsujący ból głowy, zerwała się z łóżka na równe nogi i przed oczami zaczęły jej migać pojedyncze obrazy. Ona warząca eliksir, kątem oka widząca Snape'a który udaje że na nią nie patrzy... Taniec z jakimś czarnowłosym mężczyzną... Czy to możliwe że był nim Snape? Ona i Snape na Wieży Astronomicznej... Snape, Snape, Snape... Nagle wspomnienia urwały się. Oddychając ciężko Hermiona usiadła na łóżku. „Co się ze mną dzieje? Przecież to niemożliwe żeby to wszystko wydarzyło się naprawdę. I dlaczego wszystko co zobaczyłam dotyczyło właśnie Snape'a?”. Po namyśle doszła do wniosku że to wyobraźnia płata jej figle.
Koniecznie musi zająć czymś głowę żeby o tym nie myśleć. Powinna skupić się na najważniejszym, czyli na ich misji. Veronica. Tak, to bezpieczny temat. Trzeba ją w jakiś sposób przekonać, inaczej może sprawiać problemy. Niech Snape gada co chce, ona z nią porozmawia. To pomyślawszy wstała z łóżka i udała się do sąsiedniego pokoju.

1 komentarz:

  1. Witam! Po przeczytaniu kolejnego rozdziału dochodzę do wniosku ze takie coś powinno być karalne. Cały rozdział super, zakończenie też,tylko dlaczego W TAKIM momencie?! Niech Hermiona się jeszcze ze dwa razy uderzy w głowę w najbliższym czasie to może sobie wszystko przypomni. Czyżby naszemu Mistrzowi Eliksirów zostały stare odruchy wobec Mionki? Mam nadzieje, że Hermiona szybko sobie wszystko przypomni bo nie mogę się już doczekać jej rozmowy z nim.

    Jak już pisałam wyżej rozdział super, błędów nie zauważyłam, ale ja tak mam z fajnymi historiami ze mogę czytać i tak mnie wciągnie ze błędów nie będę widzieć.

    W związku z tak brutalnie zakończonym rozdziałem czekam z niecierpliwością na kolejny.

    KALLA

    OdpowiedzUsuń

Mrs Black bajkowe-szablony